czwartek, 26 listopada 2015

KONKURS - Wspomnienie z Inką w tle

Tak jak Wam ostatnio wspominałem w relacji z Warsztatów Kulinarnych z Inką i Tomaszem Jakubiakiem, Inka wypuściła na rynek kawę zbożową bezglutenową, z tej okazji mam dla Was kolejny Konkurs :) Ostatni opisowy cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem, więc tym razem również będzie taki :) Nie każdy jest mistrzem kulinarnym, a każdy na pewno ma jakieś wspomnienia z Inką :)


jakie rodzaj ma kawa inka



KONKURS

Zadanie konkursowe polega na opisaniu w komentarzu pod postem Waszych historii z Inką, może to być coś co Wam się z Inką kojarzy, jakieś dawne wspomnienie, może ciekawa czy śmieszna historia, ważne żeby Inka była częścią tej odpowiedzi :)

kawa inka bezglutenowa


Regulamin Konkursu : 
  1. Organizatorem Konkursu jest blog "Parowar Faceta".
  2. Konkurs trwa od 26.11.2015r do 10.12.2015r. 
  3. Sponsorem nagród jest właściciel marki Inka. 
  4. Konkurs polega na wpisaniu w komentarzu pod tym postem Waszych historii z Inką, może to być coś co Wam się z Inką kojarzy, jakieś dawne wspomnienie, może ciekawa czy śmieszna historia, ważne żeby Inka była częścią tej odpowiedzi :) Każdy uczestnik może przesłać 1 odpowiedź. Proszę podpisać się imieniem i dopisać swojego maila.
  5. Będzie mi miło, gdy polubicie fanpage na FB sponsora konkursu Kawa Inka
  6. Do polubienia mojego, również zachęcam :) Parowar Faceta .
  7. Nagrodami w Konkursie są 2 takie same zestawy : po 8 kaw INKA plus torba na zakupINKI i kubek :) 
  8. Zwycięzców wybiorę w ciągu 2-3 dni od zakończenia konkursu i poinformuje o tym w oddzielnym poście. 
  9. Każda wyróżniona osoba jest zobowiązana przesłać dane adresowe w ciągu 3 dni na adres parowarfaceta@gmail.com
  10. Uczestnik Konkursu wysyłając odpowiedź na pytanie konkursowe, oświadcza, iż jest on jego autorstwa i nie narusza praw autorskich innych osób. 
  11. Nagrody będą wysyłane tylko na terenie Polski. 
  12. Udzielenie odpowiedzi na pytanie konkursowe jest jednoznaczne z akceptacją powyższego Regulaminu Konkursu.
 
gluten free, kawa bez glutenu

Czekam na wiele ciekawych odpowiedzi i życzę wszystkim powodzenia.

Adam

165 komentarzy:

  1. Mi zapach INKI przywołuje wspomnienie ferii i wakacji spędzanych u moich dziadków na wsi. W zimowe wieczory babcia parzyła INKĘ i siadałyśmy obie w fotelu obok kaflowej kuchni i odbywałyśmy bardzo poważne rozmowy :) Latem natomiast wielki baniak z INKĄ był wpuszczany do studni gdzie się chłodził aby ostudzić pragnienie po żniwach. To bez wątpienia był cudowny, beztroski czas który wspominam z sentymentem gdy czuje unoszący się w kuchni zapach świeżo zaparzonej kawy INKA ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja babcia powtarzała pij wnuniu inke z rana i nie żałuj przez dzień cały bo to zdrowe są specjały smakiem kusi i zapachem każdy w domu inke pija.

      Usuń
    2. Moja babcia powtarzała pij wnuniu inke z rana i nie żałuj przez dzień cały bo to zdrowe są specjały smakiem kusi i zapachem każdy w domu inke pija.

      Usuń
  2. Kawy inki nie piłam już od dawna, ale mam wspomnienie z nią. Jako dziecko często odwiedzałam moją ciocię, która mieszkała w tej samej wsi co ja, ale jej domek był dosyć daleko od, jak to nazwać... głównej drogi biegnącej przez wieś. Szło się do niej polną dróżką wokół lasy, łąki, rzeczka, droga trochę zajmowała czasu. Pamiętam że zawsze byłam zauroczona jej kuchnią, stare kredensy, zastawa stołowa, kuchnia kaflowa nad którą suszyły się zawsze grzyby, wisiał czosnek. Teraz to mi się wydaje inny świat, a wcale nie było to tak dawno! :D A wracając do tej kuchni z kafelkami i fajerkami, to właśnie na niej stał zawsze duży brązowy garnek wypełniony kawą inką, w lecie idealnie zimną, w zimie cieplutką. To był najpyszniejszy napój pod słońcem :)

    PS. Twój konkurs bardzo mnie ucieszył, bo przywołał niesamowite wspomnienia, dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd się przyznać gdyż nigdy nie piłam kawy Inki. W ogóle nie pijam żadnej kawy.
    Jedyne wspomnienie z kawą Inka związane jest dniem wczorajszym. Oglądałam reklamę Inki z Olgą i Agatą - Połącz przyjemne z naturalnym. Zachęciły mnie do odwiedzenia strony i po zapoznaniu się z przepisami na rożne cudowne kawy postanowiłam kupić Inkę i wypróbować jeden z nich. Szczególnie przypodobała mi się Inka podróżniczka gdyż uwielbiam zwiedzać nowe miejsca. Poranek na balkonie z widokiem na góry lub morze (może być sam szum) z kubkiem gorącej aromatycznej Inki pozwoliłby zachować wspomnienie na bardzo długo.

    Ania
    annaz20@interia.eu

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam w ten jesienny wieczór ,właśnie sobie zaparzyłam pyszną inkę,która kojarzy mi się z moim domem rodzinnym.Pamiętam jak moja kochana mama zaparzyła mi moją pierwszą kawę była to oczywiście inka,poczułam się wtedy taka dorosła pijąc ją z moją mamą,i te nasze rozmowy.Dziś sama już jestem mamą a tradycyjnie pije inkę z moja rodziną ,a moje wspomnienia pozostają wciąż żywe.

    Ela
    ela-mr76@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje wspomnienia z INKĄ nie są dobre, pochodzą z początku lat 90., a konkretnie z przedszkolnych śniadań (żeby nie było, nigdy nie miałam nic do przedszkola, ani przedszkolnej kuchni, baa! nawet jako jedyna spośród wszystkich dzieci chętnie zjadałam kaszę mannę) i wiążą się z wieeeelkim rozczarowaniem.... Podczas owych śniadań serwowano chleb z masłem i miodem (pewnie sztucznym) lub dżemem. Do tego kubek gorącego, mlecznego napoju o beżowym zabarwieniu. Pierwszy łyk i rozczarowanie! że to INKA a nie kakao. Gdyby była herbata, pewnie nie byłoby rozczarowania, a tak - w domu do takich śniadań na słodko typu chałka czy bułeczki z miodem czy domowym dżemem lub powidłami rodzice robili nam zawsze kakao - takie prawdziwe, mocne, intensywne...
    Dziś INKĘ stosuję ale głównie do kawowych ciast i mas :-)

    Pozdrawiam

    Ania

    h_anka(at)wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany... ja też to pamiętam! Śniadania w szkole w klasie I-III. Wielkie termosy z ciepłym napojem ustawiane na korytarzu szkolnym. Staliśmy w kolejce z kubkami do tych termosów. I szeptem pytaliśmy się siebie nawzajem; "Inka czy herbata?" Jeśli padało hasło Inka, to było wielkie "bleee". Tak...jako dzieci nie cierpieliśmy Inki z mlekiem.
      Drugie wspomnienie, to oszustwa mamy:) Gdy byłam dzieckiem nie zawsze w sklepie można było dostać kakao. A ja kakao wręcz pochłaniałam. Gdy mamie nie udało się zakupić tego cudownego proszku, przygotowywała mi Inkę z mlekiem. Ot, taki kakaowy erzac :) Ale był ryk w domu...możecie sobie to tylko wyobrazić....
      Dziś pijam Inkę kilka razy dziennie, upodobałam sobie tę z magnezem. I uwielbiam ją! Do Inki trzeba jednak dorosnąć, aby docenić jej smak i odżywcze wartości:))) Ania, waynejohny@wp.pl

      Usuń
  6. Na samą myśl o Ince pojawia się na mojej twarzy uśmiech. Pamiętam dość zabawną historię z nią związaną. Mój tato często jeździł jak byłam mała na poligony. Zostawałyśmy wówczas z mamą i moją młodszą siostrą same. Powiem szczerze, że spadło na mnie wtedy wiele obowiązków z racji tego, że byłam starszą siostrą a mama pracowała. Dość szybko nauczyłam się gotować, robić zakupy czy prać. Po prostu starałam się zawsze pomagać. I taka się czułam wtedy dorosła. Pamiętam, że jak już ogarniałam obowiązki to siadałam na kanapie z kubkiem zaparzonej pysznej prawdziwej kawy. Mama zawsze ją miała w takiej specjalnej puszce. Kawy pić jeszcze wtedy nie powinnam, ale chciałam się poczuć taka dorosła, mama zawsze jak kończyła pracę to siadała chociaż na chwilę z kubkiej tej kawy, aby odpocząć. Oczywiście to, że piłam kawę to było słodką tajemnicą. Pewnego razu jak tato wrócił z poligonu to zrobiłam mu kawę, chciałam mu pokazać jak tęskniłam i jak jestem już duża i umiem sobie ze wszystkim radzić. Jakie było moje zdumienie, gdy tato po spróbowaniu tej kawy po prostu ją wypluł. Ja mało się nie rozpłakałam. Jak się później okazało tato nie cierpiał tej kawy i mama trzymała ją w specjalnej puszce, aby się nie mylił i jej sobie nie zrobił. Za to mama uwielbiała jej smak. No i tak mi zostało z tą kawą inką, że ją lubię pić od najmłodszych już lat.
    Marzena
    szkodzinska.marzena@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi inka kojarzy sie z zimowym obozem sportowym na którym byłyśmy z koleżankami strasznie przemęczone i marzyłyśmy o kawie. Cały czas rozmawiałyśmy że przydało by się popołudnie z kawą jako odpoczynek i dawka kofeiny. I trener czwartego dnia na treningu przed obiadem powiedział nam że zaprasza nas na kawę. Przyszłyśmy do trenera w dresach i grubych swetrach bo po treningu obniża się temperatura ciała. Trener zrobił nam inkę i dodał do niej łyżeczkę cukru waniliowego. Nigdy nie zapomnę tego smaku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje wspomnienie z Inką nie dotyczy bezpośrednie mnie, a mojego Taty :) Nasza przygoda z tą kawą zaczęła się gdy Tato ze względu na zdrowie musiał zrezygnować z czarnej kawy, której pił na prawdę bardzo dużo - za dużo. Sama wcześniej od czasu do czasu pijałam Inkę dlatego próbowałam przekonać Tatę, aby zastąpił nią wcześniej tak uwielbianą czarną kawę. Na początku kręcił nosem, ale po pewnym czasie przyznał się, że Inka jednak bardzo mu smakuje (zwłaszcza z mlekiem :)) i już nie tęskni za zwykłą kawą. Teraz w domu zawsze mamy Inkę i pamiętamy na niej na zakupinkach :)
    Pozdrawiam, Martyna S.
    anytrami@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam jak byłam młodsza co wakacje przyjeżdżała do mnie ciocia z Norwegii i mama zawsze robiła mrożoną kawę.. im zwykłą, a mi właśnie Inkę. Kontaktu z ciocią już nie mam.. ale za każdym razem gdy piję kawę o niej myśle. Jest ważną dla mnie osobą, z powodów rodzinnych już nie rozmawiamy ale ja za nią bardzo tęsknie mimo wszystko.
    Iza K,
    werlas10023@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Kawa Inka kojarzy mi się z ciążą. Pierwsza ciąża więc od razu zrezygnowałam z normalnej kawy. Jednocześnie ze mną w ciąży była koleżanka z pracy. Nim szefostwo się dowiedziało piłyśmy Inkę często robiąc ją w tajemnicy przesypaną do sloiczka z kawy rozpuszczalnej delektując się nią z uśmiechem na twarzy. Przyznam szczerze, że wcześniej Inka kojarzyła mi się z kawą dla dzieci, teraz już po ciąży z chęcią sięgam po nią do śniadania i naprawdę lubię ten smak! :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z Inką mam bardzo miłe wspomnienie. Całą ciąże piłam Inkę, ponieważ lubię jej smak. Kiedy mój synek skończył 20 miesięcy (jeszcze dobrze nie mówił, tylko poszczególne słowa) zrobiłam sobie do śniadania kawę Inka, on podbiegł do mnie i woła "Mama daj", więc wzięłam rureczkę i dałam mu się napić. Kawa bardzo mu posmakowała i kiedy został już pusty kubek krzyknął na cały głos: "KAWA! MAMA KAWA"
    Byłam taka dumna,że mogłam dopisać kolejne słówko do kolekcji.
    Inka już kiedy mój synek był w brzuszku wiele dla Nas znaczyła i nadal znaczy!

    Katarzyna U
    kasiaulaszek20@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Moje wspomnienie z Inką to rdzeń mojej miłości do kawy. W moim domu kawę pijało się od zawsze. Jako dziecko stwierdziłam, że moja Mama nie pije kawy dla rozbudzenia, ale dla czystej przyjemności płynącej z jej smaku. Okazało się, że nie myliłam się pod tym względem ani odrobinę. Kawa, kawa, kawa. Do śniadania, po śniadaniu, przed południem i jeszcze jedna po południu. Będąc jeszcze młoda, kręciłam tylko z niecierpliwieniem i irytacją nosem, pijąc swoje kakao, sok lub herbatę, podczas gdy moi rodzice - z naciskiem na Mamę - raczyli się kawowym, aromatycznie pachnącym napojem, którego mi nie wolno było spróbować - miałam w końcu zaledwie tylko kilka lat! Ja jednak byłam dzieckiem upartym, i wytrwale domagałam się "o swoje" - tak bardzo chciałam spróbować czegoś, co przecież musiało być pyszne - przecież Dorośli to pili. Koniec końców, rodzice ulegli - nie postradali jednak zmysłów i nie uznali, że dziesięciolatka może pić spokojnie kawę. Zamiast tego kupili Inkę. Oczarowana, spróbowałam jej po raz pierwszy i wiedziałam, że to jest TO. To napój, od którego chcę zaczynać każdy poranek. Byłam zachwycona Inką, a moi rodzice, zadowoleni z tego, że w końcu przestałam zamęczać ich prośbami o spróbowanie kawy, też postanowili jej spróbować. Okazało się, że zaczęliśmy pić ją rodzinnie. Jej delikatny, a jednocześnie pobudzający smak zasmakował nam wszystkim. Dziś, kiedy Inka jest dostępna w tak wielu wydaniach, jestem jeszcze bardziej zadowolona. I choć mogę pić już "normalną", "dorosłą" kawę, często zdaję sobie sprawę z tego, że wciąż, niczym dziecko... wciąż wolę Inkę. I to się już nie zmieni. :)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Anita
    whiness14@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Z kawą Inką wiąże się w mojej rodzinie prześmieszna historia - otóż mój mąż z dwoma braćmi prowadzi małą, typowo męską firmę. Wszyscy oni pili strasznie dużo kawy - po ok 8-10 szkl dziennie! Razem ze szwgierką nie mogłam już na to patrzeć, tym bardziej, że mój mąż ma dość wysokie ciśnienie i nie powinien pić takich ilości kawy (zresztą chyba nikt nie powinien). Pewnego dnia w ramach żartu postanowiłyśmy zrobić im psikusa i podmieniłyśmy zawartość słoika na... kawę Inkę właśnie. Dla niepoznaki dosypałyśmy troszkę kawy, żeby wzmocnić kawowy smaki i... obserwując sytyację z bezpiecznej odległości czekałyśmy na efekty. Ku naszemu zdziwieniu z ust naszych kawoszy zamiast obelg i grymasów posypały się... pochwały! Zamiast szukać "winnego" oni próbowali dojść który z nich robił kawę i co do niej dodał, że jest taka dobra! W końcu przyznałyśmy się do naszego małego psikusa i ku naszemu zdziwieniu dostałyśmy zamówienie na kolejne słoiki naszej mieszanki! To było jakieś 2-3 lata temu i do dziś mieszamy im kawę Inkę ze zwykłą kawą rozpuszczalną w proporcji 4:1 - zyskała ona miano "garażówki" i ma już ona swoją sławę i wielu swoich fanów, nawet wśród klientów :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Co mi przypomina kawa Inka? Słoneczne, ciepłe wakacje we Włoszech. Brzmi absurdalnie? Niekoniecznie.... Nie jestem zwolenniczką mocnej kawy, wolę łagodny smak Inki z mlekiem. Pokażcie mi Włocha lub włoską kawiarnię w której mają taką kawę.... Łagodną, zbożową, z dużą ilością mleka.... Nie ma. Wszędzie króluje szatańsko mocne espresso w mini filiżance. Po kilku dniach pogodziłam się z faktem, że najbliższe kilka dni spędzę bez kawy... I wtedy, przez zupełny przypadek (a właściwie przez niesamowitą ochotę na rogalika z czekoladą ;)) weszłam do malutkiej piekarenki a tam wśród regalików z różnościami śniadaniowymi.... INKA! W samym sercu włoskiego wybrzeża polska kawka zbożowa :) Dzięki temu każdy poranek przed namiotem (achhhhh te studenckie wojaże ;)) spędzałam popijając moją ukochaną, delikatną zbożówkę :)

    FB wszystko lubię od dosyć dawna ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie kawa INKA kojarzy się z ukochaną babcią, której już nie ma i z moim dziadkiem. Od najmlodszych lat zazdrościłam wszystkim dorosłym , żę piją kawę ,a ja nie mogę.
    Po raz pierwszy piłam ją wlasnie u nich. Był dzień babci i dziadka, przyszliśmy wszyscy- nasza czwóreczka- złożyć życzenia, z kwiatuszkami, laurkami, cali uchachani , bo wiedzieliśmy, że to jest ten dzień kiedy babcia poda faworki . Boże ! Jakież moja babcia robiła faworki...
    Usiedlismy do stołu pełnego smakołyków, pachniało pączkami i różami.
    I nagle babcia wkroczyła do pokoju z dużą tacą, a na niej kawy w filiżankach.
    Wiedziałam, że na pewno nie dla mnie.
    Ale jakże się zdziwiłam, kiedy moi rodzice dostali, po kawie w filiżance i kawę w filiżance dostałam ja. Ależ ja się wtedy czułam.To był ten moment, kiedy babcia zaparzyła mi INKĘ z mlekiem po królewsku.
    Nigdy tego nie zapomnę, siedziałam i moczyłam w INCE moje faworki, zagryzałam pączkami z różą i ...nie myślalam wtedy , że kawa zbożowa może pozostać w mojej pamięci aż po dziś dzień.
    Dziś patrzę na INKĘ zupełnie inaczej, jej zmianę, odmianę, jej metamorfozę. Kiedy przechodzę pod panelem z kawami, INKA zawsze wywołuje u mnie miłe wspomnienia i uśmiech.
    Pozdrawiam Kasia Ula Franiszyn-Luciano
    kasiafraniszyn@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Inka to coś więcej niż kawa zbożowa. To smak mojego dzieciństwa. To bliskie sercu wspomnienia związane ze świeżym wiejskim powietrzem, z zapachem pola, na którym pracowałam z rodziną. Babcia przynosiła obiad spracowanym bliskim na pole. Nie mogło zabraknąć Inki z mlekiem i drożdżówki. Inka i drożdżówka to dobrany duet. Bez Inki nie wydobyłoby się smaku ciastka. Jeśli kawa to tylko Inka. Towarzyszy mi po dziś dzień przy śniadaniu, przy kolacji. Z nią zaczynam dzień i dzień kończę. Chwile z Inką to chwile wytchnienia, chwile zatrzymania się w zabieganym dniu. A teraz Inka przygotowała dla wszystkich niespodziankę :-) Bo jest i bez glutenu i z błonnikiem na zmniejszenie głodu i z magnezem na zszargane nerwy :-) Dziękuję Ci Inko, że tak dbasz o mnie i że jesteś ze mną tak długo.

    Asia Marzejon

    joannamarzejon@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. O matko, wróciły wspomnienia, niestety nie są one przyjemne, gdyż kojarzą mi się ze... wstydem!
    Dokładnie było to w okresie Świąt Bożego Narodzenia, 7 lat temu (tak, tak, kawał czasu minęło), kiedy to postanowiłam zrobić 'jadalne' prezenty, m.in krówki domowej roboty z dodatkiem uwielbianej przez wszystkich kawy Inki.
    Przygotowałam jakże aromatyczną masę, cukierki zgrabnie uformowałam, a następnie dosyć sprawnie i z wielkim zadowoleniem zaczęłam je zawijać w folię aluminiową, bo przecież folia tak ładnie się prezentuje, wręcz odświętnie :)
    Ach, jakże byłam z siebie dumna kiedy swoje 'pakunki' rozdałam rodzinie.
    Tata sięgnął po krówkę jako pierwszy, no i tu zaczął się problem- folia aluminiowa niestety nie chciała współpracować (o czym powinnam pomyśleć!) i tak mocno przywarła do cukierka, że każda próba oderwania folii skutkowała rwaniem się jej na drobne kawałki, które dopiero po 'dłubaniu' nożem odchodziły od cukierka!
    Rodzina udawała, że odrywanie szczątek folii, to niezła frajda, mnie jednak wstyd palił policzki...
    Nigdy więcej już nie robiłam 'jadalnych' prezentów, tak samo jak krówek, a i sama kawa jakoś niespecjalnie mi smakowała od tamtego momentu...

    Magda (magdaosi08@wp.pl)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wstyd się przyznać, ale jak byłem mały to zawsze myślałem, że INKA nie jest z Polski tylko z Ameryki Południowej i że sami Inkowie ją przygotowują. Jak dostawałem ją na koloniach do picia to było to dla mnie takie święto jak pomarańcze na święta! Teraz jak widzę INKĘ w sklepie to uśmiecham się pod nosem na to wspomnienie :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Kuba
    jakubencjusz@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja ukochana INKA moja miłość. ..ten aromat...smak...zapach towarzyszą mi odkąd dowiedziałam się, że noszę pod swoim serduszkiem moja córeczkę. ...wtedy postanowiłam, że ofiaruje jej wszystko, co najlepsze...zaprzyjaznilysmy się z Inką...jest to niezwykle wartościowa przyjaźń, czerpiemy z niej wszystko, co najlepsze...czasem towarzyszy nam cynamon i wamilia...😉nie odstepujemy siebie na krok...sekretne przyznam, że to uzależnienie ☕💜👼

    OdpowiedzUsuń
  21. Moja mama była kiedyś taką wielką fanką INKI , że jak na świat przyszła moja młodsza moja siostra , to od nazwy tej kawy siostra dostała imię Nina - od zdrobnienia (N)INKA . Do dziś wołamy na nią INKA

    Michał
    feeyolek26@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. Inka kojarzy mi się z wieczorami,
    gdy siedzieliśmy razem z rodzicami.
    W chłodne,zimowe wieczory
    Inka poprawiała Nam wszystkim humory.
    Rozgrzewała Nasze serduszka,
    grzała lepiej niż ulubiona poduszka.
    Kocyk i kapcie były tej chwili dopełnieniem,
    Inka to moje dziecięce wspomnienie.
    Często wspominamy lata,
    gdy pierwszą Inke przyniósł do domu tata.
    Smak kawy dzięki niemu poznałam,
    od pierwszego łyka się w niej zakochałam.
    Przez żołądek do serca trafiła,
    taka jest Inki siła.



    Paulina N.
    paulinka171190@amorki.pl


    OdpowiedzUsuń
  23. Mi INKA kojarzy się z czasem ciąży. Pamiętam, że ten okres był dla mnie wyjątkowy. Starałam się abym wszystko co jadłam, piłam było odpowiednie dla dziecka. W tym wyjątkowym czasie zrezygnowałam z kawy... za którą bardzo tęskniłam. Wtedy polecono mi INKĘ... pamiętam, że jej smak od pierwszego łyka mi zasmakował. Właśnie w ten sposób INKA została z nami na dłużej :)

    Marta
    kalia81@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Inka przypomina mi dzieciństwo, beztroskie życie, zabawe mojego dziadka wspólne chwile z nim spedzone. Bardzo chciała bym by ten czas wrócił. jacus773@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak widzę inkę od razu przypomina mi się moja babcia dlaczego?Ponieważ inka towarzyszyła mi i moim siostra od kąd pamiętam. Nasza babcia Zosia inkę piła codziennie i zaraziła nas tym cudownym smakiem. Pamiętam jak wszyscy siadaliśmy przy stole a babcia piekła placki i zawsze parzyła cały dzbanek Inki do tego .Jak dziś pamiętam duży czerwony dzbanek i ten zapach inki ;)Zawsze u nas była Inka do placków ziemniaczanych do obiadu ;) cudowne wspomnienie zawsze gdy się spotykamy z babcia przywozimy jej kawę Inkę i robimy placki mniam ;) iDo tej pory Inka gości w naszych domach dzięki babci ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Kawa Inka kojarzy mi sie z okresem chodzenia do przedszkola ale jeszcze bardziej z okresem ciazy. Dwa miesiące temu urodzilam slodka coreczke i od momentu nowiny ze bede miala dzidziusia z czarnej kawy ktora była niewskazana przeszlam na kawe Inke i tak jest z nami do dzis z odrobina mleka smakuje pysznie, a do tego idzie nam to na zdrowie
    paulenka123456@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. Swego czasu pojechałam wraz z mężem, który miał wtedy status narzeczonego, odwiedzić moją siostrzenicę przebywającą na kolonii. Jechaliśmy około ośmiu godzin, bo od nas nad morze jest kawałek, i dotarliśmy na miejsce potwornie zmęczeni. Mieliśmy szczęście,bo trafiliśmy akurat na porę śniadania i poczęstowano nas w stołówce pyszną kawą. Do dziś ze śmiechem wspominam tą chwilę, bo narzeczony stwierdził, że tego mu właśnie było trzeba - dobrej kawy. Nachwalić się jej nie mógł. Bo taka łagodna w smaku, a tak pobudza. Rzekomo solidna dawka kofeiny usunęła zmęczenie i może teraz iść przywitać się z morzem. Na co przemiła pani kucharka uświadomiła go, że został poczęstowany kawą Inką. Ona jest serwowana dzieciom na śniadanie i przy okazji my ją dostaliśmy. Zaskoczona mina narzeczonego nieźle nas rozbawiła. Siła smaku i sugestii widać zadziałała. I z taką to przyjemną historią kojarzy mi się kawa Inka. Którą zresztą od tego czasu chętnie pijemy :)
    anita.barbara@onet.pl
    Na FB lubię jako Barbara P.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ach ta Inka... przy smaku i aromacie tej kawy, poznalem swoja obecna zone :) pamietam jak podczas jednej z randki pilismy wlasnie Inke, nastepnie wyjalem pierscionek zareczynowy... zgodzila sie, i dzis jestesmy malzenstwem :) dlatego ta kawa juz na zawsze kojarzy mi sie z tymi pieknymi chwilami z ukochana :) obecnie rowniez lubimy Inke i delektujemy sie jej smakiem bardzo czesto :)
    l.wisniewski1992@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  30. Kawusia INECZKA :) mmm...
    To jest pierwsza kawa jaką piłam w dzieciństwie. A zaczęło się tak. Miałam może z 5lat, dokładnie nie pamiętam. Moja babcia robiła sobie normalną kawę a ja też chciałam kawy, a byłam dzieckiem więc babcia mi zrobiła Kawę Inkę :) Siadłyśmy przy ławie popijając każda swoją babcia parzoną a ja Kawę Inkę z mleczkiem w pełni zadowolona i poczuwając się jak taka już dorosła :) Mama wróciła z zakupów i pyta co pijesz a ja na to: Kawę mamuś kawę jak dorosła kobieta. Tak zaczęła się przygoda z Kawą Inką :) i jest ze mną aż do dziś bo uwielbiam jej pyszny smak zwłaszcza pijąc ją z mleczkiem :) kiciax1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam kawę Inkę -to smak mojego dzieciństwa. Gdy byłam mała na wakacje jeździłam na wieś do mojej ukochanej babci Ani to u niej po raz pierwszy piłam kawę. Babcia robiła pyszną kawę Inkę z dodatkiem mleka do śniadania, uwielbiałam ten smak -wspomnienie to jest dla mnie bezcenne. Dziś gdy przygotowuję kawę Inkę również do śniadania mam przed oczami wakacje i moją Babcie Anie.

    OdpowiedzUsuń
  32. W zasadzie to nie piłam jej z 30 lat.Tak tak, naprawdę tyle lat upłyneło.Miałam kilka lat jak mama mi ją wciskała.To właśnie utkwiło w mojej glowie.te wciskanie na siłe.Wiem że smak Inki sie nie zmienił ale zauwazyłam ze jest w saszetkach co bylo moim zdumieniem.Jakoś tak wyszło ,że nie sięgnęłam po nia przez tyle lat ale zawsze mam do niej sentyment,wiem że z wiekiem mam ochote po nią sięgnąc,ale zwyzczajnie zapominam po chwili.jesli dostałabym szanse spróbowania mojego nieulubionego smaku dzieciństwa jest szansa ze po kilku dekadach moja nieulubienica stanie sie moja jedyna przyjaciółka.

    OdpowiedzUsuń
  33. Kiedy ja piłam Inkę próbuje sobie przypomnieć....ale może nie bo wtedy uzmysłowię sobie jaka jestem stara :D Inka to wiele wspomnień, kiedy kogut rano pieje, tata głośno krzyczy "Edyta wstawaj do szkoły" i czuje zapach kawy ....Bo Inka to nie tylko smak to miliony wspomnień których nikt i nic nie jest wstanie nam oddać ;) Każdy ma inne wspomnienia, ale mi kojarzy się z niezawodnym tatą który wiedział co dla nas najlepsze i codziennie rano stawiał nam Inkę przed nasze małe noski....teraz kiedy już nie żyje kto wiem może i ja kiedyś bede swoje dzieci pilnowac co do picia przepysznej Kawy Inki....tak jak on...

    OdpowiedzUsuń
  34. 24 grudnia 2014 roku dostałam najpiękniejszy świąteczny prezent - dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Przeszczęśliwa od razu poinformowałam o tym fakcie zgromadzoną przy wigilijnym stole rodzinę. Radości nie było końca? Hmmm... Już następnego dnia rano, gdy dumnie zasiadłam do świątecznego stołu z filiżanką ulubionego czarnego, esencjonalnego napoju w ręku, zostałam niemalże zbombardowana wzrokiem oburzonej rodziny. Jak to, ja piję kawę??? W ciąży??? Czy ja wiem, jakie to szkodliwe dla dziecka??? I wtedy do mnie dotarło, otrzymałam właśnie wyrok i to bez zawieszenia - dziewięć długich miesięcy bez kawy! A jeśli będę karmiła piersią? Okres kawowej abstynencji przeciągnie się o co najmniej pół roku. Byłam załamana. Bo jak przełknąć świąteczny sernik bez filiżanki pysznej aromatycznej kawy? Jak rozgrzać się zimą, jeśli nie kubkiem gorącej kawy z imbirem? Jak przetrwać letnie upały bez orzeźwiającej mrożonej kawy z lodami waniliowymi i bitą śmietaną? Na szczęście mój mąż przyszedł mi z pomocą. Kupił mi właśnie Kawę Inkę! Z początku podeszłam do niej dość sceptycznie, myśląc, że chce mnie napoić wodą zabarwioną smakiem kawy. Kiedy jednak w sylwestrowy poranek obudził mnie unoszący się w całym domu aromat upragnionego napoju, poddałam się - spróbowałam. Miłość do Inki okazała się bezgraniczna. To ona uratowała mi życie. To ona dodała radości kolejnym dniom ciąży. Z racji tego, że jestem stała w uczuciach, nie odrzuciłam miłości do Inki po tych magicznych dziewięciu miesiącach. Nadal ją piję i czuję się o niebo lepiej niż po dawnej kawie. Mąż odkrył dla mnie cudowny, łagodny smak Inki. Czekam aż mój syn podrośnie i podaruję mu pierwszy kubek Inki. Może rozpozna ten smak, który przez dziewięć miesięcy relaksował mamę i jego. Bo przecież szczęśliwa mama równa się szczęśliwe maleństwo.

    Agata
    aprzysiezna@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  35. - Jestem sam w domu, a to oznacza tylko jedno: eksperymenty smakowe! - z tą myślą pobiegłem do kuchni w poszukiwaniu zakazanych artykułów spożywczych. Postawiłem krzesło na środku przed kredensem, wszedłem na nie i sięgnąłem do szafki, gdzie tylko dorośli mogli zaglądać. Otworzyłem szafkę, a moim oczom ukazało się kilka opakowań kaw.
    - Kawa jest dla bab! Jeśli coś ma paskudny zapach, to również nie może smakować.
    Mimo wszystko spróbowałem. Postąpiłem wedle instrukcji z etykiet i zaparzyłem kilka rodzajów kaw w oddzielnych filiżankach. W trzech filiżankach parzyła się: fusiasta, granulowana i jedna całkiem sypka: Inna, Inda, Inuita...? Nieważne jak się nazywała. Nie wiedziałem czy dosypałem do filiżanek stosowną ilość łyżek kawy, dlatego na wszelki wypadek dodałem do każdej filiżanki tylko po jednej łyżeczce specyfiku.
    - Co to w ogóle jest?! - zdziwiłem się po wypiciu łyka kawy fusiastej, krztusząc się.
    Zawartość filiżanki wylałem do zlewu. Kolej na drugą.
    - Ta też jest straszna. Aż strach się bać co zaprezentuje trzecia.
    - Hm... Całkiem, całkiem. Tylko jakaś słaba.
    Dosypałem kolejną łyżeczkę kawy rozpuszczalnej w proszku do zawartości trzeciej filiżanki, dodałem cukru, mleka i zamieszałem.
    - To jest całkiem niezłe. Powiedziałbym wręcz: REWELACYJNE!
    Pospiesznie umyłem pierwszą i drugą filiżankę i otworzyłem okno, żeby rodzice czegoś "nie wyczaili". Kawa z proszku wciąż stała niedopita na stole. Wtem usłyszałem jakiś dźwięk. Ktoś wyraźnie otwiera drzwi i kieruje się prosto do kuchni. Przerażony starałem się schować kawę z proszku w jednej z szafek. Niestety, podczas wkładania do szafki, wylałem odrobinę na podłogę.
    - CO TO ZA ZAPACHY? - wzburzył się ojciec.
    Musiałem błędnie ocenić, że pojechał razem z mamą samochodem na zakupy. Tak się składa, że został w domu, a w dodatku wywęszył cały proceder.
    - To pewnie po mamie jeszcze zostało... - odpowiedziałem drżącym głosem.
    - A co to takie wylane tutaj? - zapytał tata surowym, mentorskim głosem wskazując na wylaną kawę.
    - Chciałem sobie spróbować trochę tej kawy w proszku... Ale tak delikatnie jej wsypałem... Dolałem też mleka, żeby rozcieńczyć, bo dzieciom tak do końca pić jej nie wolno. Tej kawy co jest od 18 lat, to nie brałem, bo jestem jeszcze na nią za młody. - starałem się powstrzymać płacz, dlatego wypowiedziałem te słowa zająkanym głosem.
    - Kawa od 18 lat? - roześmiał się ojciec - Przecież żadna kawa nie jest od 18 lat. Kto tobie takich głupot naopowiadał?
    - No przecież mama mi nie pozwala pić.
    - Kawa nie jest od 18 lat, tylko zwyczajnie dzieci jej pić nie powinny, bo ma dużo kofeiny - substancji o działaniu pobudzającym. Dzieci nie powinny jej pić, bo jeszcze nie chodzą do pracy. To co sobie dodałeś, to pewnie Inka. Jak chcesz, możesz się jej napić. Jest bezkofeinowa. To co rozlałeś, to nie jest przypadkiem Inka? - zapytał ojciec.
    - Tak, to była Inka. - odpowiedziałem nieśmiało.
    - Zrób i mnie. Napijemy się razem. - zaproponował ojciec.

    Tak też, zupełnie bez wyrzutów sumienia, zagotowałem wodę w czajniku i zalałem nią dwie filiżanki z dosypaną Inką. Napicie się po raz pierwszy w życiu kawy zbożowej, było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Do listy napojów, które mogłem przyrządzić w domowych warunkach, nie będąc kto wie jakiego wzrostu, doszedł napój, który nie był ani herbatą, ani kawą dla dorosłych, ani wodą ze sokiem malinowym. Pozostaje teraz tylko czekać aż rodzeństwo wróci ze szkoły. Pokażę im nową sztuczkę, której nauczyłem się zupełnie przez przypadek.

    OdpowiedzUsuń
  36. Kiedyś rano się obudziłam i do kuchni poszłam odrazu otwarłam szfke i się przeraziłam!!! NIE BYŁO TAM INKI !!!!!! Więc wsiadłam na rower i pjechałam do sklepu.Ale on był jeszcze zamknienty.nagle zaczą padać deszcz.Ale ja się nie poddałam, po godzinie sklep był wreszcie otwarty.Weszłam do niego i poczułam ulge. Na regale z promocjami była INKA.Poleciałam do tego regału jak,bym zobaczyła tam Boga.Przepychając się wziełam 2 opakowania cudownej i wspaniałej INKI. Poleciałam do kasy i zapłaciłam. jak wruciłam do domu poleciałam do kuchni.Wziełąm kubek ale tak się spieszyłąm, że go zbiłąm.Wziełam nowy.I wreście wipiłam najlepszą kawe świata. Martynaizdebska9@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  37. NAJLEPSZA KAWA NA ŚWIECIE,
    TO INKA JAK WSZYSCY WIECIE.
    JEJ SMAK I AROMAT NIGDY NIE PRZEMINIE,
    ZAJMUJE WYJĄTKOWE MIEJSCE W MOJEJ RODZINIE.
    BĘDĄC NASTOLATKĄ NA OBOZIE SPORTOWYM,
    GDZIE WYŻYWIENIE BYŁO PRIORYTETEM - WAŻNYM, WYJĄTKOWYM,
    NIKT NIE LUBIŁ KAWY, NIKT NIE ZNAŁ INKI,
    A BYŁAM WÓWCZAS DALEKO OD SWOJEJ RODZINKI.
    WPADŁ MI W OKO CHŁOPAK, PIĘKNY DOSKONAŁY,
    WSZYSTKIE DZIEWCZYNY Z KOLONII ZA NIM TEZ SZALAŁY,
    ZAPARZYŁAM SOBIE INKĘ, GDYŻ OGARNEŁA MNIE NUDA,
    I WTEDY TO WŁAŚNIE INKA ZADZIAŁAŁA CUDA!
    TEN WYMARZONY CHŁOPAK - TOMEK NA IMIĘ MU BYŁO,
    PODSZEDŁ DO MNIE SIĘ PRZYWITAĆ, JAKŻE MIŁO SIĘ ZROBIŁO,
    GDY POWIEDZIAŁ, ŻE ON INKĘ CODZIENNIE TAK JA JAK SAMA
    PIJE POPOŁUDNIEM WIECZOREM A CZASEM TAKŻE Z RANA.
    OD INKI ZNAJOMOŚĆ MOJA SIE ZACZĘŁA,
    GDYŻ INKA SWYM AROMATEM TOMKA PRZYCIĄGNĘŁA.
    BYŁAM NAJSZCZĘŚLIWSZĄ DZIEWCZYNĄ NA KOLONII I W ŚWIECIE,
    DLACZEGO? TERAZ JUŻ WSZYSCY DOBRZE WIECIE.

    iza805@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  38. Pierwszy raz Inkę wypiłem ze względu, że zwykła kawa trochę mi obrzydła. Piłem dużo kawy rozpuszczalnej, ale chciałem poznać inny smak kawy. Z reklamy w TV dowiedziałem o kawie Inka. Uznałem, że chcę się jej napić dlatego poszedłem do sklepu i kupiłem. W rodzinnym gronie wypiliśmy sobie po dużym kubku gorącej kawy Inka. Dlatego też Inka kojarzy mi się ze spróbowaniem nowej rzeczy i rodzinnym piciem kawy.

    moci33@wp.pl Tomek

    OdpowiedzUsuń
  39. Miałam 6 lat. Pamiętam, że w mojej malutkiej, nieskażonej brudem świata główce zrodziła się chęć szybkiego dorośnięcia. Kwintesencją dorosłości i zapewne dojrzałości był dla mnie oczywiście kubek kawy - w końcu moi rodzice tak zaczynali dzień i niesamowicie rozkoszowali się smakiem "nektaru bogów". Któregoś dnia o poranku usiadłam przy stole z moimi kawoszami i zażądałam nalania mi kawy. Nalali mi do maleńkiej filiżanki i obserwowali. To była mocna, czarna kawa bez grama cukru. Świństwo jakich mało. Oczywiście niezwykle dorośle wyplułam czarną ciecz przed siebie i załamałam się swoją dziecinnością. Rozpłakałam się bo to była dla mnie porażka totalna. Na drugi dzień przy śniadaniu miałam swój kubek z krasnoludkiem a w nim coś pysznego. Niesamowicie pysznego. To była Inka. Esencja mojego dziecinnego szczęścia i synonim dumy oraz dojrzewania. Od tego dnia do dziś piję Inkę codziennie i muszę przyznać, że najlepiej smakuje ta pita z rodzicami. Nie mam już kubka z krasnoludkiem, mam za to z piernikowym ciastkiem. Nie mam już 6 lat, mam 22. I Inka wciąż smakuje mi tak samo. Kubek tej zbożowej kawy z mlekiem jest moim codziennym rytuałem.
    Ps. czarna bez mleka wciąż nie wchodzi w grę.

    ankakrz@interia.pl

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  40. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  41. Kawa Inka to przysmak mojego dzieciństwa pamiętam że jak byłam mała i wróciłam od dziadków z wakacji pierwszy poranek po przyjeździe chciałam kawę Inkę a że niewyraźnie jeszcze mówiłam to na kawę Inkę mówiłam Inta, moja mama nie wiedziała o co mi chodzi, co ja takiego chce, co to jest ta Inta? ale doszłyśmy w końcu do porozumienia gdy wytłumaczyłam mamie że to takie picie co babcia mi robiła z wodą i mlekiem i dopiero wtedy mama domyśliła się że chce kawę Inkę a jak to z kochanymi mamami bywa pobiegła do sklepu i kupiła ulubiony napój córeczki :) i od tamtej pory gdy tylko mamy okazje pijemy wspólnie kawę Inkę wspominając tamten zabawny poranek z przed lat .
    asiunia180@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  42. Kawo, Kawusio Ty jesteś jak zdrowie!
    Że Cię nie pija rano- ten nikt mi nie powie!
    Ty poprawiasz mój humor, podnosisz me ciśnienie
    kawa pijana rano dzień w dzień, to pierwsze me marzenie!
    Swoim zapachem z kuchni wyciągasz mnie z łożka,
    wtedy to się nawet zimna robi poduszka,
    biegnę szybko by smaku Twego skosztować,
    kolorem, zapachem, fusami na dnie się rozkoszować!:D
    Jestem Ci wierna poranka każdego,
    nie zastąpi Cie herbata, sok ani nic innego!
    Po przebudzeniu na Twą myśl z łożka szybko się zrywam,
    nawet najgorętszy sen, poranek przerywam!
    Mogę Ci zrobić gościom mym,
    niech się napawają smakiem Twym!!!


    .Niektórzy mówią, że kawa zbożowa to „smak dzieciństwa”, smak wspomnień związanych z domem rodzinnym, z wakacjami u dziadków czy ze szkolnymi stołówkami.Zgadadzam się w 100 % moja podróż z kawą zbożową INKA zaczęła się jakieś 30 lat temu.Tak tak dorastamy,ale pamiętam poranki z inką kiedy po kilku dniach w opakowaniu od INKI robiły się grudki bo zawsze wkładałam mokrą łyżeczkę,uwielbiałam i uwielbiam jej smak,za małolata kawa naturalna pradziwa była niedostępna,dlatego z moim bratem udawaliśmy że pijemy tą dorosłą ,często towarzyszyły nam wygłupy.INKA była zawsze w zasięgu naszych rąk,czasem piliśmy z mlekiem a czasem bez.Zabawane,jej zapach ciężko było ominąć,babcia Nasza kochana nie żyje już 2 lata,ale to dzięki niej poznaliśmy ten niepowtarzalny smak,towarzyszy nam już 30 lat,tak tak lata przeleciały mi przez palce,sentyment chyba wziął górę....INKA -Kawa zbożowa nie zawiera kofeiny jest więc napojem, po który może sięgnąć w zasadzie każdy – kobiety w ciąży, karmiące, dzieci czy osoby z nadciśnieniem. Dlatego jest tak niepowtarzalna,uniwersalna,nie ważne w jakim opakowaniu ,liczy się smak i aromat, przetrwała tyle lat i jest z nami do dziś.W ciąży również mi towarzyszyłą i nie przeszkadzało mi iż nie zawierała w sobie kofeiny,była dla mnie idealna do śniadania,do kolacji jak również do pogawędki z sąsiadką.Teraz sama mam córeczkę i picie INKI przeszło z pokolenia na pokolenie, Boże jak ten czas leci,po dzieciach widzimy jak się starzejemy.Nie sądziłąm że tak się rozczulę,często zapominamy o takich fajnych chwilach,kiedy to mieliśmy naście lat,kiedy to były plecaki na klamry ,bułka pod pachę w szkole na stołówce inka z mlekiem ,pachnie pachnie młodością, szczęsciem,przypominają mi się zabawy na podwórku,słynny trzepak,kiedy to brudni wracaliśmy do domu,a zimą ????? Najważniejsza po zabawie była właśnie gorąca inka i pierniki własnej roboty.Dziękuję za chwile nostalgii,jakże piękne ale też nie do końca ulotne.Dziękuję,daliście mi dużo do myślenia,tęsknię za babcią,chyba bardziej niż kiedykolwiek...Dzięuję...łęzki popłynęły,stara a głupia,ale chyba tego brakowało,pozdrawiam !!!! e-mail mada.81@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdalena Zych to ja :) ,,zapomniałam podpisu a edytować już nie mogę,pisać od początku to już nie te same emocje.

      Usuń
    2. Kawe inke pilam jako dziecko. Wszystkie wspomnienia z tamtych lat wrocily wlasnie za sprawa innki. Kiedy zaszlam w ciaze postanowilam przestac pic zwyczajna kawe i naczelam picie inki i wspomnienia powrocily. Dzis po urodzeniu mojej kochanej coreczki karmie ja nadal piersia i nie wyobrazam sobie zaczecia dnia bez filiżanki cieplej inki zalanym mlekiem. Mniam niebo w gebie.

      Izabela izabeldarda@gmail.com

      Usuń
  43. Żniwa, lejący się żar z nieba, wszechobecny pył, niezapomniany smak świeżego chleba upieczonego przez babcię. Takie skojarzenia jako pierwsze pojawiają się w moich myślach gdy wspomnę Inkę, smak moich wakacji z dzieciństwa. W każde lato jeździłam do moich ukochanych dziadków pomagać im w pracy na gospodarstwie. Był to dla mnie okres wzmożonej pracy, lecz także czas z którym wiąże się wiele ciepłych wspomnień. Chodź byłam mała, to pomagałam we wszystkim w czym mogłam, a szczególnym okresem był czas żniw, kiedy to całą rodziną o świcie ruszaliśmy na sianokosy. Babcia z samego rana przygotowywała nam Inkę w dużych ilościach w bańce po mleku, a ja nosiłam ją dziadkowi pracującemu na polu żniw. Podczas upałów popijaliśmy nią nasze podwieczorki spędzane polu. Nic tak nie przynosiło ulgi jak kromka świeżego, babcinego chleba popita chłodną Inką. Najlepiej smakowała wymieszana z mlekiem prosto od krowy. Zdarzyło się nawet, że poczęstował się nią nasz konik, gdy zostawiliśmy baniak na chwilę bez opieki. Wśród moich ulubionych obowiązków było przepajanie kawą zbożową małych cielaków w czasie upałów. Sprawiało mi to niesłychaną radość, szczególnie jak cielak zaczynał lizać mnie po rękach. Było to niesamowite uczucie i do tej pory jest to jedno z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa. Resztką, której nie wypiły cielaki, obdarowywałam w tajemnicy przed dziadkiem, mojego pieska Kruczka, który wiernie mi asystował. Mimo że od tego czasu minęło wiele lat, to ja cały czas wracam do tych chwil za każdym razem jak poczuję aromat Inki. Obrazy wracają jak żywe, a ja jestem w stanie przypomnieć sobie najdrobniejsze szczegóły z tego pięknego okresu mojego dzieciństwa.

    KasiaK
    przybyszkat(at)gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  44. Miałam wtedy 16 lat i szukałam "własnej drogi" zastanawiałam się co robić w życiu, myślałam nawet o wstąpieniu do klasztoru. Wzięłam udział w pieszej pielgrzymce do Częstochowy. Na trasie piliśmy i jedliśmy tylko to, czym, częstowali nas życzliwi ludzie, a noce spędzaliśmy u tych, którzy nas przyjmowali. Warunki były różne, czasem willa, czasem skromny domek, czasem spanie pod gołym niebem w śpiworze na czyjejś posesji. Lato było upalne, a tego dnia musiał mi wystarczyć mały pomidor oraz Komunia przyjęta na Mszy polowej. Wieczorem głodną i spragnioną wraz z kilkoma dziewczynami przyjęła mnie pod swój dach starsza dystyngowana Pani i zaproponowała kawę i ciasto. Ucieszyłyśmy się, że wypijemy nawet prawdziwą kawę! Pani wniosła tacę z bajecznym sernikiem, dzbanem i porcelanowymi filiżankami, ale nie towarzyszył temu jednak tak upragniony aromat. Jak się za chwilkę okazało była to INKA! Uśmiałyśmy się do łez....
    renoliv@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  45. Mój narzeczony pił dużo kawy rozpuszczalnej. Każdy jego dzień toczył się wokół kawy. Miało to nie najlepszy wpływ na jego zdrowie. Zaczęłam go troszkę oszukiwać i robiłam mu kawę INKĘ, od razu mu posmakowała, ale nie wiedział, że pije kawę zbożową. Dopiero po kilku tygodniach przyłapał mnie jak robiłam mu rano kawę oczywiście INKĘ. Był mile zaskoczony tym, że kawa zbożowa INKA jest tak pyszna. Stwierdził, że już nigdy nie sięgnie po inną bo ta mu służy i poprawia nastrój. Od tamtej pory częstujemy INKĄ również naszych gości. Na inną kawę nie ma miejsca w naszym domu.

    OdpowiedzUsuń
  46. Kawa Inka bezapelacyjnie kojarzy mi się z moją ukochaną Babcią Gienią, która ten cudowny napój parzyła nam w dzieciństwie podczas odwiedzin Dziadków. Wiele razy w zimie rozgrzewała nas tym specyfikiem po maratonie na sankach, lepieniu igloo czy bałwana. A w lecie Inka, mocno zimna, gasiła pragnienie po harcach w chowanego, czy bujaniu na huśtawce lub w hamaku. Dzisiaj Babcia ma poważne problemy z pamięcią, ale kiedy jej nie odwiedzę, to częstuje mnie kawusią, która smakuje jak przed 20 laty. Ja nie potrafię tak jej przygotować jak Ona; ten smak zaszczepił u mnie miłość do kawy parzonej, rozpuszczalnej, jakiejkolwiek. Dziękuję Babciu! :* Sylwia Staniak-Hunek; staniak.sylwia@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  47. Dla mnie Kawa Inka to jak zapewne dla większości radosne wspomnienie z dzieciństwa...a że zawsze chciałam być "dorosła" i pić kawę rodzice podawali mi Inkę...i tak zostało mi do dzisiaj. Inka towarzyszy mi przy każdym śniadaniu :)

    Pozdrawiam

    Katarzyna Chruściel

    kasiulka_87@poczta.fm

    OdpowiedzUsuń
  48. Kiedy byłam małą dziewczynką....,
    nie rozstawałam się z kawą Inką:).
    Gdy było mi smutno i źle,
    babcia Zenia smażyła racuchy na maśle
    i z kawą Ineczką na śniadanie serwowała mi je.
    Był to mój zestaw obowiązkowy,
    który czasami zabierałam nawet do szkoły!
    Zapach parzonej Inki unosił się w powietrzu,
    i szybko zapominałam o całym nieszczęściu!
    Dziś jako dorosła kobieta,
    nadal wolę babcinego racucha od kotleta.
    Smak dzieciństwa i zapach parzonej Inki sprawia,
    że humor mi się od razu poprawia!:)

    Pozdrawiam serdecznie
    Paulina
    e-mail: paulka820@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  49. Moja historia z Inka nie jest ano frapująca, ani niesamowita jak wiele innych tutaj, jednak postanowiłam ją opisać, bo ma ona związek z moją fascynacją, która trwa już wiele lat. Mam tu na myśli zamki, pałace i malownicze ruiny oraz fotografię. Fotografowania uczyłam się już jako mała dziewczynka, pod okiem taty. Rodzinnie odkąd pamiętam podróżowaliśmy po Polsce, odwiedzając ciekawe miejsca. Teraz już niestety rodziców nie ma przy mnie, więc podróżuję sama, wspominając ten szczęśliwy czas, gdy byliśmy razem. Gdy kilkanaście lat temu zapoznawałam się z komputerem, a następnie z internetem, postanowiłam zarazić swoją pasją innych. Założyłam stronę internetową na której zamieszczam relacje z podróży, okraszoną zdjęciami swego autorstwa. Chcę pokazać, że Polska jest piękna i warto pokazywać ją nie tylko swoim dzieciom, ale i znajomym z zagranicy. I tu pojawia się Inka. Mianowicie musiałam wymyślić nazwę strony jej adres oraz swój adres e-mailowy. Chciałam, by były to nazwy mi bliskie, a więc jako, że jestem humanistką ciekawą życia, stronę nazwałam Carpe Diem, jej adres to www.inka.tychy.pl, a adres e-mailowy...hmm zerknijcie na koniec tej wypowiedzi ;-) Zapytacie, skąd ta Inka? No właśnie od tej pysznej kawy zbożowej, którą jak widać po przytoczonej tu historii pijam od wielu już lat z niezmienną przyjemnością. Dla potwierdzenia faktów, które opisałam, zapraszam na moją stronę internetową. Sprawdźcie, ona naprawdę istnieje...

    Pozdrawiam z Tychów
    Inka
    e-mail: inka.rainbow@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  50. Gdy byłam mała to jeździłam z mamą do babci, na drugim końcu mojej miejscowości. Jadąc rowerkiem zawsze myślałam o wszystkich pysznościach, przygotowywanych przez babcię. Pewnego razu dostałam kubek wypełniony aromatycznym zapachem i jasnym kolorem. I ten smak... To było moje pierwsze spotkanie z Inką z dodatkiem mleka. Miałam może z 10 lat. Zbożowy, cudowny smak, który ciągle za mną chodził i jest obecny ze mną po dziś. Mam 24 lata, uwielbiam Inkę!

    Pozdrawiam!
    Magdalena Chmura
    e-mail: chmurki3@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  51. Myślę INKA i mam tylko jedno wspaniałe wspomnienie z tą kawą :) Bardzo miłe wspomnienie. Wspomnienie mojego dzieciństwa. Domek dziadków na wsi, kury, gęsi, króliki i czarny pies burek, trawy po kolana, słońce, poranną rosę i małe krzesełko, które do dzisiaj stoi w babcinej kuchni :) Pamiętam moje pierwsze gotowanie, w "załatanym" kawałkiem szmaty starym, niebieskim garnuszku, gdzie bulgotały przepyszne zupy z kamieni , trawy, żołędzi i piasku :) A potem degustacja mojego specjału :) I uśmiech dziadka :) A te wszystkie wspomnienia łączy jedno, smak przepysznej kawy INKI na którą babcia zawsze wołała mnie w samo południe, kiedy słońce przypiekało i czas było schować się przed upałem. Biegłam z radością na "południową kawkę" z babcią. Już w ganku czułam zapach zbożowej INKI. W kuchni siadywałam na pamiętnym drewnianym krzesełku brałam w ręce najzwyklejszą na świecie literatkę INKI i wąchałam...wąchałam...i pamiętam, że zawsze pytałam "babciu, a czy ta kawa jest prawdziwa?" babcia się uśmiechała i potakiwała głową :) Czułam się wtedy taka dorosła… I pamiętam rozmowy, rozmowy właśnie przy INCE :) I ten niepowtarzalny smak i aromat...i najzwyklejszą w świecie literatkę, w której już się nie pija...To był piękny czas, czas beztroski...szaleństwa i smaku INKI, mojej pierwszej "prawdziwej" kawy :) Podawanej w najlepszej kawiarni świata… kuchni mojej babci 

    Ola
    olusia23@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  52. e.kraszynska@interia.pl

    Nie ma jakiś wspaniałych zabawnych historyjek z INKĄ ... Ale mam najwspanialsze i bardzo ważne dla mnie.
    Zapach i delikatny smak INKI kojarzy mi się z moją ukochaną Babcią , która niedawno od nas odeszła.
    Pamiętam jak spędzałam u niej całe wakacje co roku ... Wstawałam bardzo wcześnie by zawsze pomóc babci przy karmieniu zwierzaczków na naszym " RANCZU " ... Wstawałam bardzo wcześnie ... Babcia zawsze szykowała sobie gorącą kawę , a ja jako dziecko chcąc upodobnić się do mojej idolki także chciałam wykonywać każdą czynność co ona .. jednym słowem jak mała małpka przedrzeźniałam ją. Babcia wtedy robiła mi gorącą INKĘ . Siadałyśmy obie przy stole zajadałyśmy słodkie bułeczki popijając kawą. Nic wspaniałego i wyjątkowego w tym .. bo jednak każdy może to napisać. Dla mnie po prostu ta " kawa " coś znaczy ... pozwala mi się poczuć jak dawniej ... i sam jej zapach nasuwa mi obraz mojej zawsze uśmiechniętej babci , za którą tęsknię jak nikt inny. Nie chcę wymyślać jakiś wybujałych bajek by tylko to wygrać ... jak grać to sprawiedliwie i pisać prawdę.


    Cóż dla niektórych to zwykła kawa , dla mnie to zapach i uśmiech mojej babci ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Uwielbiam kawę, w pracy potrafiłam wypić po 5-6 kaw dziennie. Wszystko się zmieniło gdy zaszłam w ciążę, zrobiłam drastyczne cięcie. Ale... brakowało mi kawy strasznie ! Wtedy na ratunek przyszła mi właśnie Inka :) Inkę piłam gdy byłam jeszcze dzieckiem, wtedy mama często gotowała nam Inkę na mleku. Teraz, z 30tka na karku wróciłam do Inki :) Mój luby zaopatrywał mnie w nią na bieżąco. Codziennie minimum 2 Ineczki :) Mniam ! Teraz moja córeczka ma już prawie 4 miesiące. Inka nadal towarzyszy mi codziennie, nie tylko do śniadania :) A ponieważ mam zamiar jeszcze długo karmić, Inka na pewno będzie z nami :))

    Agnieszka, mail agnieszka.nojszewska1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  54. Kawa inka kojarzy mi się z dzieciństwem zawsze Kawę zbożową piłam do śniadania.Robiła mi ją moja mama,teraz jej już z nami nie ma i moje wspomnienie jest właśnie takie że kiedy zalewam inke wrzątkiem a zapach zacznie się unosić to moje wspomnienia zawsze powracają do tamtych właśnie lat:) To piękne że zwykła kawa zbożowa może budzić w człowieku tyle emocji i pięknych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  55. Moje wspomnienia z INKA są niezapomniane odkąd miałam 5 lat co roku jeździłam na wakacje do chrzestnego a tam jak co roku zniwa nagietkowe. Wiele osób przychodziło pomagać zbierać nam kwiaty nagietka które później suszylo ssię.Wiadomo jak to w pracy w polu przerwy na śniadanie i obiad musiały być a nieodzownym elementem była kawa INKA w wersji na chłodno i co było najsmieszniejsze ze zawsze jej brakowało i nigdy później kawa nie była już tak smaczna jak na polu wśród znajomych w lanie nagietkow

    OdpowiedzUsuń
  56. Od momentu kiedy dojrzałam do momentu picia kaw zawsze wybierałam INKĘ, ale moja historia nie będzie o tym, A będzie o tym, że mam młodszą siostrę, która potrzebowała jeszcze czas do tego, żeby dorosnąć, dojrzeć do picia kawy. I jak każde rodzeństwo kiedy mieszkałyśmy jeszcze razem od czasu do czasu się kłóciłyśmy. Siedząc w swoim pokoju po kłótni, nagle słyszę pukanie do drzwi i wchodzi siostra z kawą INKĄ dla mnie oraz czymś słodkim do niej w ramach przeprosin. I to właśnie przy INCE się wtedy pogodziłyśmy i rozmawiałyśmy ze sobą do późnych godzin nocnych i nie jedną kawkę jeszcze wtedy wypiłyśmy. Od tamtego czasu INKA zawsze towarzyszy nam przy naszych wspólnych spotkaniach.

    OdpowiedzUsuń
  57. Mówią, że życie płata nam niesamowite figle, ale na mnie to się chyba naprawdę uwzięło. Jako, że wychodzę z założenia że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i głęboko wierzę w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny tylko czasami trzeba uzbroić się w cierpliwość zazwyczaj przyciągam do siebie szczęśliwe rozwiązania nieszczęśliwych sytuacji. Zapewne teraz zamieszałam i zaplątałam nieziemsko, więc może przejdę do mojej historii. Inka w moim małżeństwie to coś zdecydowanie więcej niż kawa - poranny pobudzacz czy dodatek do śniadania. Inka zawsze zajmuje w naszym domu honorowe miejsce, albowiem jej rola w rozwoju naszej miłości była nieoceniona. Inkę uwielbiałam od zawsze. Już jako mała dziewczynka nie wyobrażałam sobie by rankiem nie towarzyszył mi kubek pysznej zbożowej kawy, która dodaje energii i delikatnie pobudza dając chęci do podejmowania się kolejnych wyzwań. 7 lat temu wyjechałam do Grecji, by w czasie wakacji dorobić sobie kilka groszy pracując jako kelnerka i barmanka zarazem w malutkiej nadmorskiej kawiarence. Oczywiście zabrałam ze sobą z Polski kilka pojemniczków Inki nie mając pewności czy aby na pewno znajdę tam dla niej godny odpowiednik. I szczęście moje wielkie że wzięłam bo odpowiednika nie znalazłam. Pewnego pięknego dzionka nie zdążyłam wypić kawy w domu więc zabrałam puszkę ze sobą do pracy i przyrządziłam tam pyszną kawę. W pewnym momencie do baru przysiadł się mężczyzna o którym wiedziałam że to jeden z najlepszych przyjaciół mojego szefa więc wymaga wyjątkowej opieki :) Przygotowałam więc jego ulubioną kawę i z uśmiechem na ustach podałam mu ją strącając tym samym kubek z Inką (na szczęście zdążyła już trochę ostygnąć) i zalewając ubranie mężczyzny. Z jeszcze szybszym tempem niż plama na ubraniu na mojej twarzy rozprzestrzeniał się rumieniec. Rzuciłam się niemal na biedaka próbując wytrzeć plamę, ale niestety już na dobre zadomowiła się na koszulce i spodenkach. Przez głowę oczywiście przeszedł mi czarny scenariusz że teraz to z pewnością mogę zacząć szukać nowej pracy. Mężczyzna w pewnym momencie jakby zatrzymał się w bezruchu i ze zdziwionym spojrzeniem zapytał "Co to za kawa? Jaki ma fantastyczny aromat!" Drżącą ręką podałam mu puszkę z kawą, a on z uśmiechem na ustach zaproponował, że leci się przebrać, a ja za karę stawiam mu ... Inkę. Od tej pory był już stałym gościem, a ja zmuszona byłam dzwonić do Polski z prośbą o dostawę Inki. Dziś jesteśmy już zaręczeni, a Inkę pijemy każdego poranka z radością wspominając feralny moment, który okazała się naszym największym szczęściem.

    kasia2006222@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  58. Inkę poznałam jako mała dziewczynka. Bardzo lubiła ją moja Babcia, która parzyła ją na mleku, a nie wodzie. To jest mój smak dzieciństwa, który towarzyszy mi do dzisiaj. Uwielbiam za smak, a przede wszystkim za to, że jest zdrowa i mogę ją pić nawet wieczorem! :-)

    agataa.wasik@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  59. Inka, magia dzieciństwa, WIELKIE OSZUSTWO RODZICÓW !!! Oczywiście żartuję, ale pamiętam jak mam robiłam na co rano kawę, i byłam taka dorosła. Ja dostawałam inkę:) Jest to smak którego nie da się zapomnieć, i przywołuje miłe wspomnienia, a teraz fantastyczny zamiennik kawy, której za dużo pić nie mogę.

    warszewska.m@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  60. Pokazała mi Ciebie Babunia kochana
    choć jej już nie ma- to nie jestem sama
    Gdy Ciebie popijam i oczy swe zamykam
    widzę wtem jej uśmiech gdy po polu brykam
    Gdy przy ognisku szalałam z kubkiem dookoła
    słyszałam jak babcia głośno do mnie woła:
    "Kasiu, Kasiu kawa się ulewa!"
    Do dziś dzień gdy się ulejesz ma dusza pieśń tę śpiewa.
    Czuję się cudownie, trzymając Cię w swej ręce
    I tuląc do piersi, gdzie me bijące serce
    Obdarzasz mnie czułością wielką dnia każdego
    A Twój smak co rano to coś wspaniałego.
    Choć różnie bywało, zawsze obok byłaś
    I w Naszą przyjaźń nigdy, przenigdy nie zwątpiłaś.
    Dziękuję dziś Tobie Inko kochana
    Bo od lat wielu jesteś mi oddana
    Za to, że smakujesz wspaniale bez względu na wszystko
    I rozpalasz tak mocno me domowe ognisko.
    Chcę dziś Ci powiedzieć, że miłość moja wielka
    Moja Kawa Inka- Moja Bohaterka


    Kasia
    szarrek@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  61. Mnie się kiedyś zdarzyła zabawna historia. Otóż robiłam mojemu bratu kawę - Inkę. Bardzo lubi kiedy dodaje się do niej mleka, więc nawet nie musiałam się go spytać czy chce, bo byłam pewna, że będzie z tego zadowolony. Niestety przez pomyłkę wzięłam z półki nie tą kawę co chciałam i wsypałam mu do kubka zwykłej, mocnej kawy. Oczywiście po nalaniu wody, dodałam jeszcze mleka i byłam bardzo zaskoczona widząc minę jak brata po spróbowaniu mojego przysmaku. Od teraz Inkę stawiam zawsze na widoku, by znów się nie pomylić, a brat już nigdy więcej nie poprosił mnie o przyrządzenie kawy. Przynajmniej ma pewność, ze pije tą, co lubi :)

    Liwia Górecka
    liwiawirginia@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  62. Cofnijmy się 20lat wstecz :) Kiedy jako mała dziewczynka często zostawałam u sąsiadki dwie klatki dalej (mama w tym czasie załatwiała sprawy na mieście). Babcia Dylcia-bo tak na sąsiadkę mówiłam-co wizyte przyrządzała kawę Inkę-to był rarytas! :D Dziecko wysoka szklanka i pachnąca Inka :) Uwielbiałam do niej chodzić ze względu na tą DOROSŁĄ KAWĘ! Do Inki zawsze było coś słodkiego :) Takie moje "małe święta"!...Inka towarzyszy mi po raz kolejny,kiedy karmiąc piersią odstawiłam kawę-i chyba już przy Ince zostanę jest delikatna,aksamitna i teraz pijąc ją czuję się jak DZIECKO-20lat temu myślałam,że jestem KOBIETĄ :)
    Ps. W chwili obecnej dziecko śpi-a ja mam swoje 5min z Ineczką :) To moje 5min! :)
    Justyna R.

    OdpowiedzUsuń
  63. Dzięki Ince miło wspominam śniadania wielkanocne z dzieciństwa. Mama szykowała śniadania, Tata dekorował duży okrągły stół, a my z Siostrą pomagałyśmy. Na koniec gdy wszystko już było prawie gotowe Tata przygotowywał kawę Inkę i każdy dostawał ją w swoim ulubionym kubku. Jako dziecko nie przepadałam za smakiem kawy Inki, ale w ten świąteczny czas nabierała zupełnie innego, wyjątkowego aromatu. Czułam się wtedy przy stole już taka duża, bo mogłam przecież pić kawę ;) Z chęcią wróciłabym do tych miłych chwil. Do Wielkanocy jeszcze daleko, ale może uda mi się zaparzyć Inkę dla siebie i Męża po wigilijnej kolacji. Zwłaszcza, że to będą nasze pierwsze święta odkąd jesteśmy małżeństwem :)
    Pozdrawiam :)
    Marta Górecka
    marta.gorecka3@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  64. Jakiś czas temu zaczęto mnie nazywać Inka. Jako skrót od imienia Karolina. Od tamtego czasu ta zbożowa Imienniczka zagościła w moim domu na stałe. I jest ze mną dzień po dniu parując w ulubionym kubku.

    Karolina
    inka199116@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  65. Jak byłam mała i miałam Nianię (która pozostała mą Babcią do dziś :)) zawsze chciałam pić kawę jak ona. Oczywistym jest jednak, że nie dawała kawy małemu dziecku, rewelacyjnym rozwiązaniem była kawa Inka <3 Do dziś jak się spotykamy jest nieodłącznym elementem podwieczorku ;)

    Magda
    kajasass@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  66. Nie wyobrażam sobie dnia bez Inki.

    1 września przyszedł na świat mój synek Danielek ,i od tamtej pory chcę aby dostawał wszystko to co najlepsze.Wtedy narodziła się miłość do Inki, ten delikatny smak , piękny zapach i aromat sprawiają , że zaczynam super dzień , a kiedy mama jest szczęśliwa to i dziecko jest .:) :)

    ekorzeniowska1@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  67. KAWA INKA TOWARZYSZY MI OD NIEDAWNA. JESTEM OD 5 MIESIĘCY W CIĄŻY I NIE PIJĘ INNEJ KAWY NIŻ INKA. TOWARZYSZY MI OnA OD SAMEGO RANA AŻ DO WIECZORA. NAJLEPSZA Z MLEKIEM..... TAK SOBIE MYŚLĘ, ŻE GDYBY NIE MÓJ OBECNY STAN PEWNIE PIŁABYM NADAL KAWĘ SYPANĄ , ALE TERAZ NIE WYOBRAŻAM JUŻ SOBIE DNIA BEZ INKI...
    I MYŚLĘ ,ŻE CHYBA TAK JUŻ ZOSTANIE....
    SYLWIA
    sylwia.siniawska@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  68. Inka, Inka, Inka ... No tak .. Moja sytuacja powtarza się non stop :D Ja i mieszkańcy mojego domu nie pijamy kawy Inki, ale mam ciocię, która ją uwielbia, więc jak przyjeżdża do nas pada pierwsze pytanie : Ja: Co pijecie ? Ciocia: A masz Inke ? Ja: (śmiech) Nie nie ciociu nie mamy Inki bo my nie pijemy tej kawy.. Ciocia: Kurczę szkoda.. Następnym razem muszę sobie przywieźć :) .. Dodaję nigdy nie przywiozła bo zapomina, Ja nigdy nie kupuje bo zapominam :).. Więc jak zobaczyłam ten konkurs to mówię to chyba moje szczęście w końcu mogę mieć tyle kawy Inki ile ciocia sobie zamarzy :D To jest moja szansa aby w końcu odpowiedzieć na pytanie cioci : TAK CIOCIU MAM INKE :D !

    marta_poterek@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  69. Wspomnienie Inki hmmmmmm....., było to tak dawno, byłam małą dziewczynka miałam ok 5 lat i zawsze byłam "mami cyckiem" i zostawanie u innych członków rodziny wiązało się z tym, że kończyło się to płaczem. Pewnego dnia musiałam zostać u babci na noc, oczywiście gdy zapadł zmrok był płacz i lament za rodzicami i własnie wtedy Babcia podeszła do mnie i powiedziała, że juz jestem dużą dziewczynką i nie mam czego płakać, następnie powiedziała, że zrobi mi i sobie kawę i porozmawiamy jak dorosłe osoby. Właśnie wtedy piłam Inke:), ale jaka duma mnie rozpierała kiedy mogłam rodzicom powiedzieć, że piłam z babcia prawdziwą kawę........, a teraz do Inki powróciłam i zostanie ze mną na dłużej bo jestem w 3 miesiącu ciązy

    OdpowiedzUsuń
  70. Jak widzę kawę "Inka" to od razu przypomina mi się jedna historia. Swego czasu miałem możliwość wycieczki do Ameryki Południowej (Peru, Chile). Z powodów zdrowotnych nie mogłem tam poleceić i strasznie ten fakt przeżywałem. Wtedy tato kupił mi właśnie kawę "Inka" i wręczył z tekstem: "chociaż tak możesz zwiedzić Państwo Inków". Smutki przeszły jak ręką odjął.

    Sławomir Kula
    slawomir_kula@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  71. ZABAWNA HISTORIA Z INKĄ W TLE!! :)

    Pewnego niedzielnego popołudnia zgodnie z tradycją robiłyśmy z mamą kawę Inkę. Mama ze smutkiem stwierdziła:
    -Kończy się kawa z Burzowa.
    Na co ja z wielkimi oczami zapytałam:
    -A jaką to kawę robią w Burzowie?
    Okazało się, że mama (która mówi gwarą) powiedziała : Kawa zbożowa. Od tej pory jak dla mnie Kawa Inka produkowana jest w Burzowie :)

    Klaudia
    klaudia1019.96@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  72. Działo się to już ta dawno temu, że nie pamiętam ani roku, ani nawet jego pory, za to najważniejszego wątku historii
    nie zapomnę nigdy. Do domku obok wprowadziła się nowa sąsiadka, bardzo miła kobieta i w pierwszy weekend jej bytności
    zaprosiłam ją na kawę i ciasto. Upiekłam pyszny drożdżowiec, a sąsiadka pozytywnie zaskoczyła pyszną roladą śmietankową.
    Do ciasta oczywiście popijałyśmy Inkę. Ja nie słodzę, za to sąsiadka nie żałowała cukru i mleczka do kawy.
    Rozmowa była bardzo przyjemna, jednak sąsiadka sprawiała wrażenie bardzo speszonej.
    Przez kilka kolejnych tygodni nie miałam z nią kontaktu.
    Aż usłyszałam od innej sąsiadki, że bardzo niemiło potraktowałam zaproszoną panią.
    Nie wiedziałam o co chodzi.
    Wtedy zaczęłam kojarzyć fakty. Zaraz przed przyjściem sąsiadki potłukłam sporą solniczkę i żeby szybko sprzątnąć rozsypaną
    sól wsypałam ją cukierniczki.
    Jak się okazało mąż później też zamiast posłodzić posolił swoją kawę. Zaraz kupił nową solniczkę, szybko przesypał sól
    i oboje zapomnieliśmy o tym "drobnym" incydencie.
    Gdy zrozumiałam co się stało upiekłam tort czekoladowy i odwiedziłam nową sąsiadkę z przeprosinami.
    Na szczęście zrozumiała całą sytuację.
    Przyjaźnimy się do dziś :)

    Beata

    beacia1978@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  73. Mnie INKA kojarzy się z dzieciństwem :) Pamiętam, że kiedy chodziłam do przedszkola, a wieczorami w telewizji jeszcze można było obejrzeć "Z Archiwum X" (tak, mój tata pozwalał oglądać sześciolatce filmy tego typu :-) ) prosiłam go żeby ugotował duży garnek INKI. Wtedy byłam pewna, że skoro INKA to kawa, to na pewno po niej nie usnę i doczekam do "Z Archiwum X". Tak więc po wypiciu kawy czekałam z niecierpliwością, jednak bardzo rzadko udawało mi się dotrwać do czołówki. Dopiero po kilku latach dowiedziałam się co oznacza termin "kawa zbożowa". Tak więc całe dzieciństwo w błędzie, ale przynajmniej to co wypiłam to moje, a sentyment do INKI
    pozostał. :-)

    Ola

    aleksandrawlazly@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  74. Moja historia jest prawdziwa... gdy miałem 9 lat moi rodzice właśnie dokańczali swój rozwód , mieszkałem od swoich kochanych dziadków 230 km ....zawsze przyjeżdżałem do nich na wakacje bo w czasie jaki i po rozwodzie rodzice jakoś nie mieli czasu dla mnie i mojej siostry, spędzaliśmy każde wakacje, święta, ferie u moich dziadków i to co mi się kojarzy na pierwszym miejscu to śniadanko zrobione pprzez babcie a do tego kawa inka ....ten zapach....aromat...przypomina mi najpiękniejsze chwile mojego dzieciństwa.

    Przemysław Lipiński
    przemyslaw.lipinski@hotmail.com

    OdpowiedzUsuń
  75. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  76. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  77. Tato - Tadek...Taaak - ma zasady i swoje małe rytuały. Oto jeden z nich. Sobota - każdy pomału otwiera oczy, przeciąga się, ziewa, ale nie tato. On, jak co tydzień, idzie rano do sąsiadki po jajka (bo kury z wolnego wybiegu, natura, itp.) i szczypiorek. Robi śniadanie - mistrzowska jajecznica.. :) Dzwoni po nas zakupionym na pchlim targu dzwonkiem, sygnalizując ostatni etap przygotowania porannego posiłku. Wszystko to specjalnie dla nas - naszej mamy, mnie i mojego brata bliźniaka. Jest jednak jedna, jedyna rzecz, którą co sobotę rano robi dla siebie. To właśnie kawa Inka - pachnąca, delikatna, ale z charakterem - taka jak on...


    Monika Zakrzewska
    dm4eee@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  78. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  79. Dawno temu, za górami i lasami żyła sobie dziewczynka o imieniu Kasia.
    Kasia baaaardzo chciała być dorosła.. Kiedy rodzice o poranku popijali kawę
    dziewczynka również prosiła o filiżankę...
    Kasia popijała z duma kawę, czuła się jak dama- a do napoju podpalała papierosa
    stworzonego ze słonego paluszka (ktoż tak nie robił?)
    Dni i lata mijały, a Kasia jest wciąz wierna jednej marce!!!

    Inka- smak dzieciństwa, któremu jestem wierna do dzisiaj !


    Katarzyna Faruga Smozik
    kfaruga1@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  80. Kiedy myślę o Ince wiem tylko jedno, że pewnego dnia Inka zagościła w mojej kuchni... Wszędzie, a to za sprawą mojej ukochanej siostrzenicy, który piła "kałe" ( mówi "ł" zamiast "w") z mamą i ciocią. Kiedy na stole stały filiżanki z naszą kawą, mała zawsze chciała mieć swoją. Otóż pewnego pięknego dnia robiłam właśnie nam kawę z ekspresu, a dla małej miała być "Kała Inka"- czekoladowa, ale w trakcie zadzwonił telefon, a ja się zagadałam, Niestety mała nie chciała dłużej czekać na swoją kawkę i postanowiła zrobić ją sama. Efektem była cała kuchnia umazana kawą. Wchodząc do kuchni zobaczyłam brązową podłogę, brudne dziecko od stóp do głów mówiące "Inke kałe chciałam".
    Od tej pory zawsze Mała dostaje pierwsza swoją kawkę- choć teraz bezglutenową.


    a7gatka@wp.pl
    agata

    OdpowiedzUsuń
  81. Inka kojarzy mi się z zabawną historią.
    Pewnego razu mój tata wrócił z delegacji po długim czasie, wysiada z auta i mówi "kochani, kupiłem Inkę!". Mama uradowana, bo będzie miała co pić o poranku, a ja byłam trochę zdegustowana. Po czym tata otwiera tylne drzwi i wyskakuje mała kuleczka - owczarek niemiecki. W mgnieniu oka rzuciłam się na milusiego pupila. Okazało się, że piesek w rodowodzie miał już zapisane imię "Inka" i tak zostało.
    Ostatecznie Inka kojarzy mi się z moim ukochanym kudłaczem i oczywiście z dzieciństwem, kiedy babcia zwoływała całą rodzinę na rozmowy przy stole i rozkoszowanie się smakiem Inki (oczywiście kawy, nie mojego pieska).

    Patrycja
    pati.tu66@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  82. Mi Inka się kojarzy z "dołkiem" :)
    Gdy miałem 17 lat zatrzymała mnie policja. Spędziłem w areszcie 24H lub 48H nie pamiętam dokładnie i tam właśnie podawali do każdego posiłku kawę Inkę. Jestem w 100% pewien, że to była Inka bo się upewniałem co to za napój, który tak mi smakował :)

    Rafał
    bati1964@poczta.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  83. Wspomnienie z dzieciństwa z Inką? :D haha! Jest jedno, takie śmieszne... Kiedy byłam mała o kawie Ince dowiedzieliśmy od moich kuzynów, którzy byli w moim rodzinnym domu na wakacjach. Jeden z nich zawsze kazał swojej mamie zrobić "kawe ze sietaną" i do dziś, czasem, u nas tak się mówi. Ale ale... Jest jedno wspomnienie z tamtego okresu, które mnie śmieszy :). Zrobiłam sobie kawę Inkę, zajrzałam do lodówki po obowiązkową "sietanę" i zauważyłam, że znajduje się ona w małej miseczce. Nie przypuszczałam, że coś może być nie tak. Już pijąc kawkę czułam jej dziwny smak, ale tłumaczyłam sobie, że może śmietana jest nieświeża a mi nic się nie stanie jak zrobię jeszcze łyczka. Zdanie zmieniłam, gdy poczułam, że w kawie jest coś w postaci stałej, a nie ciekłej. Zajrzałam do lodówki i do miseczki, z której bałam moją śmietankę i okazało się, że była to resztka mizerii z obiadu, a to, co znalazłam w kubku to był po prostu kawałek ogórka ;). Najpierw przeżyłam ciężki szok, a teraz mnie to niezmiernie bawi ^_^

    Aleksandra
    aleksandra_92@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  84. Lata 80te. Mama odbiera mnie z przedszkola, wsiadamy do Fiata 126p i jedziemy do domu. Na 9 piętrze bloku z wielkiej płyty, w kuchni wyłożonej boazerią, mama pyta mnie, jak mi minął dzień w przedszkolu. Już wcześniej zauważyła, że nie wyglądam na szczęśliwą. Po wielu próbach namówienia mnie do opowiedzenia co się stało....w końcu zaczynam mamrotać.
    "Na podwieczorek znowu był kisiel i Pani Iwona, ta ze starszaków kazała mi zjeść całą miseczkę. Inne dzieci bawiły się już, a ja musiałam zostać i siedziałam z Panią przy stoliku. Pani pytała o tatę, że dawno go nie widziała. A ja jej odpowiedziałam, że tato ma teraz większe wąsy niż ona."
    Kiedy mama to usłyszała, parsknęła kawą na książkę kucharską, która leżała na stole.
    Ta poplamiona książka stoi teraz na półce w mojej kuchni, a kawa, którą mama pluła, to była INKA. Skąd to wiem? Mamusia była wówczas w 7 miesiącu ciąży z moim braciszkiem. Dla niej smak kawy zbożowej, to piękny czas ciąży ;))

    anita
    leweloff@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  85. Jesienne zimowe popołudnia, kojarzą mi się właśnie z Inką, kiedy to wracałam każdego dnia ze szkoły, a w domu czekała mama z ciepłym kubeczkiem Inki, który był dla mnie jak nagroda, jak kawa. Mama zawsze piła wtedy prawdziwą kawę a mi robiła Inke, czułam się jak mamy gość, a nie córka wracająca ze szkoły, mama traktowała tę chwilę wyjątkowo, najpierw ciepły kubek kawy Inki, a później ciepły obiad. Do Inki były pyszne ciastka jednak nazwy nie pamiętam, a smak i nazwę pitej kawy zapamiętam na zawsze, tym bardziej, że teraz po pracy uwielbiam wypić sobie kubek tej kawy i poczuć się jak za dawnych lat, kiedy to parzyła mi ją moja kochana mama.
    Sylwia, syla0305@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  86. INKA,to kawał historii z mojego życia.Ta kawa była w naszym domu rodzinnym"od zawsze". Kiedy sięgam pamięcią w odległe lata mojego dzieciństwa,to INKA tam jest...Pamiętam,jak stała na półce nad kaflową kuchnią...Właściwie piliśmy ją (całą rodzina)przez cały dzień - nie tylko na śniadanie i kolację,ale również w ciągu dnia.Jeszcze dzisiaj,po tylu latach mam przed oczami ten blaszany,czerwony,dość duży dzbanek,do którego Mama wlewała tę kawę. Mogę śmiało powiedzieć,że historia zatoczyła koło,bo w moim domu też pijemy tę kawę.Ostatnio "odkryłam" Inkę z orkiszem i na pewno zostanie z nami na długo...Jestem najlepszym przykładem na to,że czym skorupka nasiąknie za młodu...
    Pamiętam taką zabawną sytuację dotycząca tej kawy.Będąc w szkole podstawowej jeździłam na biwaki harcerskie.Mama przygotowując mi prowiant wkładała zawsze paczkę Inki.Przygotowywaliśmy cały "gar" Inki, dla całej naszej drużyny.Jakież kiedyś było nasze zdziwienie,gdy Inka zniknęła z naszej polowej spiżarni.Następnego dnia odkryliśmy,że nasza konkurencyjna drużyna ma usypaną "linię" z Inki przed swoimi namiotami.Myśleliśmy,że wytyczyli granicę,której nam nie można było przekraczać.Jednak prawda była całkiem inna.Otóż jeden z opiekunów zabrał na biwak małego psa-szczeniaczka.Często niepostrzeżenie zakradał się do namiotów i wynosił różne rzeczy,bo przecież szczeniaki tak mają...I taki los spotkał naszą Inkę - rozerwał swoimi ostrymi ząbkami papierowe opakowanie i "wytyczył kawową granicę". Po tym wydarzeniu nazywaliśmy tego sympatycznego pieska "Kawusiem". Był małym psotnikiem,którego wszyscy na biwaku uwielbiali.
    Zabrzmi to paradoksalnie,ale piszę to i piję Inkę.:-)
    Henia
    hanf5@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  87. Moja mama, mając 9 lat, była wręcz zmuszana pić Inkę, więc jej doświadczenie przełożyło się na to, że ja, przez 29 lat swojego życia nigdy nie miałem okazji napić się Inki, chociaż wielokrotnie o niej słyszałem i widziałem u znajomych. Któregoś razu w sklepie zobaczyłem w sklepie Inkę z wapniem i witaminami. Kupiłem. I co? Tak mi zasmakowała, że wszytkie inne kawy tradycyjne rozpuszczalne poszły na bok. Jest tylko ona - Inka! Ps. moi rodzice też się do niej przekonali :)

    m2ktwlig@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  88. Inka kojarzy mi się z dniem mojego ślubu. Mój mąż jest smakoszem kawy, a przed uroczystością bardzo się denerwował. Starałam się go rozbawić, zagadać, ale nic nie działało. Wpadłam wiec na pomysł, by zrobić mu dobra kawę. Wzięłam termos i przygotowałam inkę. Dalam termos bratu, by podrzucil ją do auta podczas błogosławieństwa. Kiedy byliśmy już w samochodzie w drodze do kościoła wyjęłam termos i nalałam mężowi jego ulubionej kawy. Nie rozluźnił się nawet trochę, ale potem długo się z tego śmiał:)
    Małgosia rola-m@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  89. "Mamo, zrobisz mi kawę dla dzieci" - to pytanie padało codziennie niemal 20 lat temu. Dziś choć już dorosła uwielbiam ją i codziennie po nią sięgam, zawsze z mlekiem. Nigdy nie byłam koneserką mocnych kaw, dlatego smak Inki tak mi odpowiada. Ciekawostką jest, że swojego czasu chciałam nazwać swoją córkę właśnie Inka. Bogusia, b.rejnsz@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  90. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  91. Wspomnienia z Inką? Tak mam..
    Może trochę wstyd się przyznać, ale w okresie dojrzewania gdy zaczynałam z dziewczynki zmieniać się w kobietę, miałam jeden problem. Problem pojawiał się raz w miesiącu, wiadomo.. Wielka, nie do wytrzymania ochota na coś dobrego, innego. I tak przez lata.. Próbowałam wszystkiego..owoców, słodyczy.. trafiłam na Inkę..nie byle jaką, bo czekoladową :) I to był strzał w dziesiątkę. Zwykłą znałam od zawsze gdy mama mi ją podawała gdy sama piła sypana kawę...
    Był wieczór..źle się czułam i szukałam ciągle tego czegoś dobrego.. z nerwów sama nie wiedziałam czego chcę. Siedząc na kanapie i patrząc w ekran telewizora marudziłam mojemu mężczyźnie. On tylko reagował uśmieszkiem, zamiast pomóc mi znaleźć to coś.
    Nagle olśnienie..Inka, przecież kupiłam, mam ją :) Poszłam pędem do kuchni, otworzyłam szafkę.. Była tam na najwyższej półce. Mimo niskiego wzrostu bez trudu ją wyjęłam...woda już się gotowała, biorę Inkę, otwieram..i? Zaskoczenie, które przeszło zastanowienie a potem złość. Tak to On! Ale całą mi wypił? Jak on mógł! Dobrze wie ja mi to pomaga! Myślałam, że wyjdę z siebie. Wtedy zrozumiałam że ten uśmieszek nie był przypadkowy.. W dodatku dla niepoznaki pozostawił puste opakowanie.. Od tej pory kupuję większy zapas Inki, jedną daję do półki w kuchni a resztę chowam w różnie miejsca. I nie zdradzę gdzie! Nigdy! :)

    Wioletta Słota
    wioletta.slota@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  92. Malutka Maja - przekorna dziewczynka
    zawsze wiedziała, gdzie stoi kawa Inka
    i kiedy mama "prawdziwą" kawę robiła
    Majeczka siedziała obok, mleczkiem dopełniła
    i paluszek elegancko odginała
    bo chciała być jak mama - dama wspaniała!
    Razem raczyły się gorącym napojem
    ploteczki wymieniając ze stoickim spokojem!
    Tak też wspomnienia małej pięciolatki
    z Inką przy usteczkach leciały w uszko matki!
    Każda słowa INKA litera
    coś z tych wspaniałych chwil w sobie zawiera!
    I - INTRYGUJĄCE z podwórka opowiastki
    N - NAJCIEKAWSZYCH koleżanek życia namiastki
    K - KOCHANEJ mamy uśmiech, gdy dziecka słuchała
    A - AROMAT naparu, który Inka produkowała...
    Mmm... teraz też nierzadko tę kawę piję
    wtedy czuję, że naprawdę pełnią życia żyję!

    sass.maja.anna@gmail.com
    Maja Anna Sass

    OdpowiedzUsuń
  93. Kiedyś byłem bardzo chory i leżałem w łóżku w domu mojego ojczyma, długo leżałem i codziennie dostawałem kubek kawy inka z mlekiem oraz kanapkę z miodem lipowym, dzięki temu czułem się lepiej i nie byłem tak przygnębiony. Teraz zawsze pijam tak ta kawę by poprawić sobie nastrój.
    Jarek.

    OdpowiedzUsuń
  94. Moja przygoda z Inką zaczęła się w dzieciństwie ale najbardziej pamiętam moment gdy 10 lat temu byłam w ciąży i kupiłam sobie właśnie Inkę . Usiadłam w fotelu z kubkiem i pierwszy łyk sprawił że przypomniałam sobie dzieciństwo , zapach mamy gdy się z rana przytulałam jak piła kawę , wspólne chwile których mi wciąż brak , rozmowy i ciężkie pytania dziecięce zawsze przy Ince którą wszyscy w domu smakowali . Teraz znów spodziewam się dzidziusia i nie wyobrażam sobie innego relaksu i powrotu do wspomnień bez Inki tym bardziej że teraz jeszcze rozsmakował się w niej mój synek z którym co rano pijemy tą wspaniałą kawę :)

    OdpowiedzUsuń
  95. Moja przygoda z "Inką" sięga już kilkunastu lat. Wszystko dzięki moim rodzicom, którzy pijają ją do dziś. Pamiętam, że któregoś dnia jako dziecko zazdrościłam im właśnie tego. Że każdy dzień rozpoczynają tym aromatycznym napojem i odprężają się przy nim. Jako że byłam dzieckiem i nie doświadczyłam wtedy jeszcze smaku kawy, to zawsze fascynował mnie ten unoszący się po całym mieszkaniu zapach. Teraz i mój dzień rozpoczyna się od "Inki". I gdy biorę jej pierwszy łyk z ulubionego kubka, przypomina mi się dzieciństwo. Czas przemile spędzony w gronie najbliższych, wspomnienia, których nigdy nie zapomnę.


    Kasia,
    katarynka10@autograf.pl

    OdpowiedzUsuń
  96. Moja historia zdarzyła się pewnego poranka. Byłam w ciąży, więc kawy nie piłam. Niestety lubię pić kawę. To dla mnie przyjemność, więc zawsze przykładam się do jej przygotowania. Brakowało mi w ciąży tego rytułału, więc zamieniłam tradycyjną kawę, właśnie na kawę Inkę. Pewnego dnia - a był to wyjątkowo pochmurny, ponury i senny dzień - postanowiłam zrobić sobie taką mleczną kawę z cynamonem. Zrobiłam kawę, po czym sięgnęłam po mleko do lodówki. Zalałam nim kawę, po czym zorientowałam się, że mleko jakoś nie zabieliło kawy. I dopiero wówczas dotarło do mnie, że w ręce trzymam karton... soku pomarańczowego! Całą kawę z bóle serca musiałam wylać. Nie zraziłam się (przekonana, że to wina pogody) i przygotowałam kawę po raz drugi. Tym razem przyjrzałam się temu, co do niej wlewam: na pewno było do mleko. Podeszłam więc do półki z przyprawami, gdzie wśród słoiczków znajdował się ten z cynamonem. Sypnęłam szczodrze, jako że uwielbiam cynamon i usiadłam wygodnie w fotelu, gdzie czekała na mnie książka. Zrobiłam łyk kawy i już wiedziałam, że to nie był słoiczek z cynamonem, a z ... mielonym kminkiem! Poważnie zawahałam się, czy próbować jeszcze raz zrobić sobie kawę. Ostatecznie za trzecim podejściem kawa smakowała tak, jak powinna: mleczna i cynamonowa :)

    OdpowiedzUsuń
  97. moja inka z dzieciństwa to chęć bycia już dorosłym...zawsze z mama siadałyśmy przy ,,kawusi''-mama swojej poważnej a ja ince;) czułam się wtedy taaaaka dorosła;) teraz kupuje inkę mojemu 11 letniemu synowi-smakuje mu bardzo i co rano zasiadam z nim- tak jak dawniej z mamą-przy kubku ,,poważnej'' kawy;) kocham te chwile;)

    OdpowiedzUsuń
  98. Inka zawsze kojarzyć mi się będzie z dwoma najpiękniejszymi momentami mojego życia, mianowicie gdy rodzili się moi synowie. Kawa zbożowa Inka była nieodłącznym elementem pobytu w szpitalu po porodzie, podawana tam była do każdego posiłku, dzięki temu zagościła w moim menu również po powrocie do domu, bo w tym krótkim czasie zdążyłam się od niej uzależnić, a pozatym do dziś słyszę słowa babci, że Inka jest najlepsza na laktację!

    Baśka
    mistarz.barbara@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  99. Moje dzieci - 3 i 7 lat - do tej pory nie wierzą że to kawa Inka. Piją regularnie i wołają: Gdzie nasza KAWALINKA?!
    Lucyna lmsorca@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  100. JAK BYŁEM MAŁY A ROCZNIK MÓJ TO 1982 TO JAK RODZICE PILI KAWĘ TO JA MIAŁEM SWOJĄ WYJĄTKOWĄ KAWĘ "INKĘ".
    JEST Z RESZTĄ ZEMNĄ I DO DZIŚ I MOJE POCIECHY TEŻ JĄ PIJĄ POZDRAWIAM . piotrekkrawiec@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  101. Kiedy słyszę "INKA" przypominają mi się chwile z dzieciństwa.
    Pamiętam wakacyjne poranki, spędzone u babci, kiedy razem z nią i z dziadkiem piłam INKĘ, zdrową i dodającą energii na cały dzień!

    Zawsze, gdy piję tę przepyszną kawę, wspominam zabawę wymyśloną przez mojego dziadka: Pijąc inkę, siadaliśmy wokół stołu i każdy miał za zadanie wymyślić przymiotniki, opisujące INKĘ, zaczynające się od pierwszych liter nazwy kawy.

    Gdybym grała z dziadkami teraz, określiłabym INKĘ właśnie tak:
    I - intensywny zapach
    N - niebanalny smak
    K - kusząca
    A - atrakcyjna cena !


    Najlepsze w tej historii jest to,że zabawa przetrwała do dziś!
    Aktualnie, jako 30letnia wnuczka, gdy przyjeżdżam do moich 80-cio letnich dziadków, wiedzą, że mam ochotę na INKĘ i na wspaniałą zabawę z nimi w słówka zaczynające się na: I,N,K,A ! :)

    INKA zbliża!!!

    fotalia@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  102. Świat jest piękny, gdy można czuć się bezpiecznym, spełnionym człowiekiem i napić się kawy Inki z dzieciakami. Przypominam sobie czasy PRL , ( a jestem kobietą urodzoną w 1976 roku), gdy nie wszystko było takie proste i możliwe do zrealizowania, ale była nasza znana wszystkim Inka. Pamiętam jeszcze jej stare opakowanie. Jakże to sentymentalne uczucie pić kawę Inkę, którą pijało się, gdy samemu było się dzieciakiem. Lubiłam kawę Inkę. Była z nami w domu, na kolonii, w szkole, u babci i dziadka, wszędzie! Dzisiaj też jest w moim domu. Dodaję ją także do różnych dań, np. chałki smażonej w jajku, kremu jajecznego gotowanego na parze, do pierników itp. To co dobre przetrwało - Inka. Pozdrawiam. Joanna
    adres email : sisi38@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  103. Inka jest mna a ja Inka!Inka jest moim wspomnieniem dziadka z ktorym delektowalam sie kawa zbozowa po obiedzie u dziakow przy partyjce warcab,z metalowego kubka.Jest wspomnieniem usmiechu mojej babci ktora budzila mnie zapachem Inki przed szkola.Ich juz ze mna nie ma ale za kazdym razem gdy pije inke usmiecham sie do moich wspomnien.W ciązy jedynie Inka byla w stanie zaspokoic moje ciazowe "chce mi sie".Coreczka juz jest na tyle "duza" ze pijamy Inke codziennie z plastikowych zestawow herbatkowych :D Inka jest czescia historii mojej rodziny
    e-mail karolinafedyna@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  104. Kiedyś po wizycie w wesołym miasteczku, która powinna być dla dziecka wielką radością, ja wróciłam zapłakana. Dlaczego? Otóż moją młodszą siostrę wpuszczono na wysoką karuzelę, a mnie nie - dlaczego? Nigdy wzrostem nie grzeszyłam, zawsze powtarzam, że gdy go rozdawali jak to przespałam - bo śpioch ze mnie nadzwyczajny. Siostra mimo, że młodsza już w najmłodszych latach zaczęła mnie przerastać. Smutek był niesłychany, jak to ja starsza i wejść nie mogłam?! Tata, który chciał ratować sytuacji zaparzył dla mnie kawę Inkę! Bo przecież kawę piją tylko dorośli. Z wielką dumą siedziałam przy stole i siorbałam po trochu zbożowy napar. Dumna byłam tym bardziej, że moja młodsza siostra kawy nie dostała - bo przecież to ja jestem starsza. Mały gest, a sprawił, że z rozżalonej dziewczynki stałam się dumną damą ;)

    OdpowiedzUsuń
  105. Kawa Inka kojarzy mi się z przedszkolem, kiedy to Pani pytała kto chce kawę Inkę, a potem dziwiła się ile to nagle dorosłych dzieci ma w grupie :D mwmagdawojcik@gmail.com Magda

    OdpowiedzUsuń
  106. Z Inką po raz pierwszy zetknęłam się w przedszkolu. To były lata 1983-1985. Na śniadanie często była podawana kawa Inka z bułką z masłem i wędliną. Nigdy tego smaku nie zapomnę. To było tak dobre, że ten smak utkwił mi w pamięci. Inka przypomina mi beztroskie dzieciństwo, szalone zabawy i czas spędzony w przedszkolu. Kawa Inka towarzyszy mi do dziś już ponad 30 lat. Dziś sama jestem mamą i podaję ją mojemu synowi, bo wiem ,że jest zdrowa. Uwielbiam ją pić, najbardziej smakuje mi z gorącym mlekiem. Jest wyśmienita lepsza od zwykłej kawy. Ma delikatny i wyrafinowany zbożowy smak. Kusi i przyciąga swym smakiem i aromatem. Inka jest najlepsza, niezastąpiona, jak dla mnie jest królową wśród kaw. Nie zamienię jej na żadną inną i niech tak pozostanie. To moja historia z Inką w tle.
    MAGDALENA madlen.w@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  107. Wspomnienie z INKĄ w tle? Jest takie jedno, którego nigdy nie zapomnę! Pewnego słonecznego popołudnia siedziałam w kuchni, delektując się moją ulubioną kawą INKĄ (jako, że 2 lata temu zerwałam na dobre z „małą czarną”). W sąsiednim pokoju - córka z babcią uczyła się 10 przykazań… Nagle usłyszałam, jak córka recytuje: ”Nie pożądaj żony bliźniego swego… NADAREMNIE!!!” Oczy wyskoczyły mi z orbit, zakrztusiłam się INKĄ, poplamiłam wyjściową sukienkę (wszak przygotowana już byłam do wyjścia)… Tego dnia śmialiśmy się długo i szczerze… Dodam tylko, że przykazanie zostało odpowiednio sprostowane :-) , plama na sukience – została później unieszkodliwiona, zaś INKA jest moją kumpelką, która niejedno już słyszała…:-)
    Beata, e-mail: pukpuk5@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  108. Pamiętam jak pierwszy raz piłam inkę. Była zima, a o mrozie to już lepiej nie będę wspominać. Wróciłam cała przemaźnięta i przemoknięta. byłam wtedy na sankach z moją kuzynka. Musiałam przebrać się w inne ciuchy, bo wszystko co miałam na sobie było nieprzyjemnie mokre i zimne. Siedziałam w grubym swetrze przy oknie i patrzylam jak drobinki śniegu otulają całe otoczenie. Wtedy do pokoju weszła moja mama z kubkiem gorącej kawy. Zapytałam się jej dlaczego dała mi kawę. Ale po sprobwaniu malam inną opinie o niej. Kawa smakowała zupełnie inaczej niż te zwykle. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie mój chłopak. Zaprosił na randkę, a gdy spytałam po co okazało się że kompletnie zapomniałam o naszej rocznicy.
    Od tego momentu zupełnie zakochałam się w Ince, jest ona nierozlaczna częścią mojego popołudnia i zawsze kojarzy mi się z milymi niespodziankami.
    Justyna, Email: j.wojdon@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  109. Pamiętam jak pierwszy raz piłam inkę. Była zima, a o mrozie to już lepiej nie będę wspominać. Wróciłam cała przemaźnięta i przemoknięta. byłam wtedy na sankach z moją kuzynka. Musiałam przebrać się w inne ciuchy, bo wszystko co miałam na sobie było nieprzyjemnie mokre i zimne. Siedziałam w grubym swetrze przy oknie i patrzylam jak drobinki śniegu otulają całe otoczenie. Wtedy do pokoju weszła moja mama z kubkiem gorącej kawy. Zapytałam się jej dlaczego dała mi kawę. Ale po sprobwaniu malam inną opinie o niej. Kawa smakowała zupełnie inaczej niż te zwykle. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie mój chłopak. Zaprosił na randkę, a gdy spytałam po co okazało się że kompletnie zapomniałam o naszej rocznicy.
    Od tego momentu zupełnie zakochałam się w Ince, jest ona nierozlaczna częścią mojego popołudnia i zawsze kojarzy mi się z milymi niespodziankami.
    Justyna, Email: j.wojdon@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  110. Parę miesięcy temu w pewien wieczór dostałem wiadomość od moich przyjaciół, którzy mieszkają w Stanach, że będą przelotem w Polsce dosłownie na jeden wieczór, bo pozmieniały im się plany i jednak wpadną do Krakowa. Następnego dnia wsiadłem w pociąg i po niedługim czasie spotkaliśmy się w umówionym miejscu. Wspaniale spędziliśmy czas, pokręciliśmy się po Wawelu, pospacerowaliśmy po plantach oraz miło zasiedzieliśmy się w ogródkach piwnych :)

    Na nocleg udaliśmy się do pobliskiego klimatycznego hostelu. Wstałem najwcześniej, ponieważ chciałem szybko wyskoczyć zrobić jakieś zakupy na śniadanie. Pomyślałem, że dobrym wyborem byłoby poczęstowanie moich znajomych delikatną zbożową kawą Inka z magnezem - poranek był z tych "ciężkich" a normalna kawa mogłaby być za mocna, poza tym goście nie mogli sobie pozwolić na problemy żołądkowe.

    I nie pomyliłem się co do wyboru kawy - śniadanie według nich było "okay" ale ich miny, kiedy pociągnęli pierwszego łyka Inki z mlekiem i pytania: co to za kawa, dlaczego nie gryzie w gardło, dlaczego to jest takie smaczne?! Nie spodziewałem się takiej pozytywnej reakcji na prostą zbożówkę. Moi znajomi z USA nigdy wcześniej nie pili kawy zbożowej pomimo tego, że żyją na co dzień w kraju, w którym można dostać jakąkolwiek kawę - ze zbożową zetknęli się po raz pierwszy w Krakowie na lekkim kacu. Oczywiście nie omieszkali dokupić kawy na zapas.

    Pozdrawiam - Sierżant Zbożowy

    E-mail: szemranytyp@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  111. Inka kojarzy mi się z sytuacją sprzed kilkunastu lat, kiedy byłam małą dziewczynką. Mama pozwalała mi pic Inkę, bo bardzo lubiłam smak i zapach kawy, a Inki w szczególności. Będąc u cioci na świętach gospodyni zapytała kto życzy sobie kawę, podniosłam rękę na znak, że chcę. Mama dała jej znać, że ma to nie być prawdziwa kawa, a Inka. Po kilku minutach w całym domu zaczęło pięknie pachnieć. Przy moim miejscu pojawiła się piękna zdobiona filiżanka z parującą kawą. Po dodaniu cukru, mleka wzięłam łyk i krzyknęłam bardzo głośno: "ble ble ble". Okazało się, że dostałam zwykłą kawę, a pyszna, zdrowa Inka podana została mojej mamie :D....

    e-mail: iwona006@interia.eu

    OdpowiedzUsuń
  112. Dla mnie pierwsze wspomnienie z Inką nie było wcale takie przyjemne, jako małe dziecko uwielbiałam słodycze więc chciałam podjeść słodkie kakao ... ale ku mojemu zaskoczeniu była to kawa Inka. Moja twarz się skrzywiła i było tylko słychać śmiech mamy i babci . Kilka lat temu wspominałyśmy tą historię i to jakim jestem łakomczuchem .... i wtedy dowiedziałam się że to była kawa Inka . Następnego dnia ją kupiłam i z ciekawości spróbowałam i aż do tej chwili jest jedyną kawą jaką piję ;) Czasami warto wrócić do czegoś drugi raz i dać szanse .

    Emila , e-mail: girlaenanarion@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  113. Kawa Inka, to wspomnienie…
    Łyk jej do dziś podniebienie
    moje gładzi, pieści, raczy,
    bowiem Inka wiele znaczy
    dla mej duszy, no i ciała…
    Oto jest historia cała:

    Pierwszy raz Inkę wypiłam,
    gdy dziewczynką małą byłam…
    Zazdrościłam mamie, dziadkom,
    czasem nawet i sąsiadkom,
    gdy na kawę przychodziły,
    z mamą, z babcią moją piły
    kawę, racząc się napojem,
    który w domu był przebojem!

    I ukradkiem spoglądałam,
    jak rodzina moja cała
    kawę popijała co dzień…
    Kto napoju tego godzien?

    Często się pytałam mamy,
    babci, dziadka: „Co tu mamy?”,
    bowiem dziewczynką namolną
    byłam… „Lecz dzieciom nie wolno
    pić tej kawy, bo szkodliwa”,
    mówił dziadek mi. Od piwa
    wolał Inkę, to pamiętam
    i na zawsze zapamiętam…

    Moja mama jednak miła
    tak mnie kiedyś pocieszyła,
    że zrobiła i mi kawy…
    A ja, dzieciaczek ciekawy,
    łyk za łykiem, wnet wypiłam
    cały kubek, podskoczyłam
    aż pod sufit z tej radości,
    że się mogłam tak „rozgościć”,
    jak sąsiadki u mnie w domu
    czy ktoś inny a znajomy,
    który pijał u nas kawy…
    Nie zdawałam sobie sprawy,
    że to Inka, choć wiedziałam,
    że jest Inką – nie wiedziałam,
    że to nie jest kawa mamy,
    a z nią piłam i z dziadkami
    i się tak dorośle czułam,
    aż w marzeniach się zasnułam…

    Taki efekt z tego został,
    że smak Inki mi pozostał,
    bo do dzisiaj Inkę piję,
    a dnia bez niej nie przeżyję!

    A że lubię kawę z mlekiem,
    no i jestem tylko człekiem,
    to pokusy mnie normalnie
    kuszą, ale… naturalnie,
    bowiem Inka jest z natury
    tym napojem smacznym, który
    piję rano i w południe,
    i na wieczór, i się cudnie
    czuję z tym, że taką kawę
    można pić i bez obawy
    można jej też nadużywać…
    I ja właśnie nadużywam! ;-)

    Pozdrawiam,
    Karolina
    karolina_pudlo@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  114. INKA, INKA
    - NA SAMĄ MYŚL CIESZY MI SIĘ MINKA!

    ZESTAW OŚMIU SZKLANYCH POJEMNIKÓW,
    STAŁBY ZARAZ OBOK KOMINKA... :)

    W CIEPŁEJ I ZIMNEJ, WIECZOROWEJ PORZE,
    KUBEK Z INECZKĄ ROZGRZAĆ MI SIĘ POMOŻE!

    Z FUSÓW TUTAJ NIE BĘDZIEMY WRÓŻYĆ,
    NIE MA MOŻLIWOŚCI,
    BY SIĘ SMUCIĆ, CZY CHMURZYĆ!

    INKA SERCE ME POCHŁANIA,
    MA MAGNEZ i BŁONNIK
    SCHODZI W SKLEPACH OD SAMEGO RANA!

    Z NIĄ WSPOMNIENIA SĄ OCZYWISTE
    I ZNÓW ZAPISUJĘ NA MYCH MARZEŃ LISTĘ!

    SMAK INKI WE MNIE RADOŚĆ WYZWALA
    DO TEGO STOPNIA, ŻE W AUSTRALI
    OKRZYKI MEJ RADOŚCI
    SŁYSZY NAWET MIŚ KOALA!

    CHCIAŁABYM JĄ PIĆ PRZEZ CAŁY ZIMOWY SEZON,
    NIC NIE ROZGRZEWA LEPIEJ,
    NIECH LEPIEJ PATRZĄ,
    CI CO NIE WIERZĄ! :)

    Aleksandra
    Łączę moc świątecznych życzeń,
    mój adres mailowy: pracadodatkowa92@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  115. Moje pierwsze wspomnienie z kawą INKĄ. .. To było gdy zaczęłam chodzić do gimnazjum,
    Co dzień z ranka wstawałam i pierwsze co zamiast śniadanka to kawkę INKE popijałam, ten zapach nieziemski a smak pobudzający, dodawała mi energii i chęci pójścia do szkoły. ..Pamiętam raz gdy mi się nie spodziewanie skończyła to mama musiała specjalnie iść z rana do sklepu szybko żeby mi kupić kawę INKE bo jako nastolatka się zbuntowalam i bez wypicia kawy INKI iść do szkoły nie chciałam. Od tej pory pije kawę INKE i nie mam zamiaru zmienić na żadną inną.
    Katarzyna
    kasia20051992@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  116. W niedalekiej przeszłości, w rodzinnym domu mamy poczułam zapach kawy.
    Wuj, mój chrzestny przyrządzał dania, a także kawę Inką zwaną.
    Jej przygotowanie wyglądało tak:
    wuj nalewał wody do garnuszka i kubek wyciągał chwytając za uszko.
    Po czym wsypywał do kubka dwie płaskie łyżeczki naszej Ineczki.
    Gdy już woda się zagotowała, zalewał kawę i powstawała na górze piękna piana.
    Po czym oczywiście kawę słodziłam, ale w sposób klasyczny jej nie piłam.
    Lubiłam dodawać do niej dużo mleka i pić ją duszkiem, aż mi się trzęsły uszka!
    Zresztą i teraz tak samo Inkę przyrządzam bo to moja ulubiona kawka i jedyna, którą piję ze smakiem.
    Inka w końcu jest zdrowa bo zbożowa i dobra w każdym wieku! :-)

    sybilka
    sybilla7@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  117. Dla mnie inka zawsze kojarzy się z latami dzieciństwa. Nawet teraz gdy ją piję przypominają się chwile z dzieciństwa. Inkę zaczęłam pić u mojej cioci do której jeździłam na wakacje. Daleko to nie było, bo tylko 2 km od mojego miejsca zamieszkania, ale zawsze to był jakiś wyjazd na wakacje. Pamiętam, że jak miałam osiem lat pierwszy raz wypiłam kawę Inkę. Jak to mała dziewczynka byłam dumna, że piję kawę, już jestem taka dorosła, tylko, że wtedy nie wiedziałam, że nie jest to ta sama, którą piją starsi. Ale to nieważne. Smak Inki pamiętam do dzisiaj i oczywiści teraz też ją piję.

    Ania
    sliwak.anna@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  118. Inka.. Hm. Często jak ją piję przypomina mi się, jak to będąc w podstawówce kupiłyśmy z koleżanką jaką gazetę, do której dołączona była mała saszetka inki i... dwa plastry do depilacji. ;) Oczywiście kawa zeszła na drugi plan, gdy zobaczyłyśmy owe plastry i postanowiłyśmy ich wypróbować. Przykleiłyśmy sobie po plastrze na przedramieniu i tak paradowałyśmy zadowolone kilka godzin. Jakież było zdziwienie, gdy wieczorem przed kąpielą próbowałam odkleić plaster.. Bolało, więc odklejałam powoli. Kiedy już udało mi się pozbyć plastra zrozumiałam, że to nie koniec starcia ja vs plaster, bo na ręce zostało większość wosku.;) I tak przez prawie godzinę szorowałam pumeksem rękę. Potem się okazało, że koleżanka też miała ciekawy wieczór.:D A inkę wypiłam sama.:D

    Kaśka, kagiebe1992@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  119. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  120. Od małego, jedynym ciepłym napojem, który piłam była kawa Inka. Kakao przygotowane przez babcię, mamine herbatki ze świeżych owoców ani kompoty taty nie mogły się z nią równać. Inka rano, Inka w południe, Inka wieczorem - Inka! Dzięki kawie, wśród bliskich zyskałam właśnie takie przezwisko - Inka. Mijały lata, Inkę zamieniłam na kawę naturalną. Do czasu. Kilka tygodni temu zaczęłam pisać swoją pierwszą książkę. Długo zastanawiałam się, jakie imię nadać głównej bohaterce, młodej, wyjątkowej - padło na Inkę. Dzięki temu przypomniałam sobie smak napoju mojego dzieciństwa i wiem, że zostanie ze mną jeszcze długo. Mam nadzieję, że za jakiś czas wezmę do ręki pierwszy egzemplarz mojej książki, zrobię Inkę w ulubionym kubku i delektując się smakiem, będę też delektować się smakiem mojego sukcesu.
    iska.moniska@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  121. Jestem dziś już niemłoda, lecz pamiętam sprzed laty,
    Jak jeździłam do Babci – mamy mojego Taty.
    W kącie łóżko, pierzyny, sterta białych poduszek,
    Do modlitwy ołtarzyk i żelazko na duszę.
    Babcia obiad podała, kawę dała dorosłym,
    Na co-śmy obie z siostrą krzyki straszne podniosły.
    Jak to – tylko dorosłym! Nam się także należy!
    Toż to niesprawiedliwość dla obecnej młodzieży!
    Mądra Babcia więc puszkę wzięła i dziewczynkom
    Zaparzyła też kawę, którą nazwała Inką…
    Ten cudowny aromat i smak kawy babcinej
    Towarzyszy mi do dziś, kiedy pije ją synek.
    Wanda
    wandaziemba@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  122. ZAWSZE będzie mi się kojarzyć z przedszkolem. Nie wiem dlaczego, ale kawa ta była podawana zawsze z kanapkami z dżemem oraz zupą mleczną na ciepło (fuj!). Kanapki z dżemem były zjadliwe- ale nie wiem dlaczego zawsze wpadały do tej nieszczęsnej zupy. Koniec końców, trzeba było zjeść i zupę i kanapkę. Było to bardziej niż obrzydliwe! I jedyne, co tworzyło światełko w tunelu, to kawa inka. Do dziś mi się wspaniale kojarzy- pomijam już aspekt tego, że zawsze czułam się taka dorosła, kiedy mogłam pić kawę. Ale kto tak się nie czuł?:)

    adres do korespondencji: olka_szczep @ wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  123. Inka kojarzy mi się z moim obecnym mężem i naszym poznaniem. Nigdy nie lubiłam kawy. Na spotkaniu u przyjaciółki wpadli jej znajomi. Oczywiście popijałam swoją Inkę ukrywając, że nie jest to prawdziwa kawa. Wtedy ujrzałam jego. Przystojny, wysoki, taki odważny facet. Przyjaciółka gdy zapytała co piją, on z podniesioną głową mówi " Dla prawdziwego mężczyzny kawa Inka ". Wybuchłam ogromnym śmiechem. On zawstydził się po czym wytłumaczyłam mu że jesteśmy sobie przeznaczeni. I miałam rację. Teraz co prawda przerzuciliśmy się na zwykłą kawę, ale gdy mamy chwilę relaksu lubimy rozkoszować się kawą która Nas zbliżyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ADRES DO KORESPONDENCJI; agusiat3@poczta.onet.pl

      Usuń
  124. To był grudzień, dzień deszczowy
    gdy kupiłam test ciążowy
    dwie kreski się pojawiły
    wielką radość mi sprawiły

    Jednak było też zmartwienie
    -jak ja kawy smak zamienię
    skoro jej nie mogę pić
    jak ja teraz będę żyć.

    Mąż na pomysł wpadł wspaniały
    - kupił Inki karton cały,
    różne smaki, gramatury
    aby dzień nie był ponury.

    Lekarz gratulował pomysłu
    no a żona bez namysłu
    sypiąc Inkę w filiżanki
    zapraszała koleżanki.

    Inkę nawet do szpitala
    do swej torby spakowała
    bo jej smak stał się wspomnieniem
    chwil czekania z utęsknieniem.

    Całej ciąży dolegliwości
    - zgagę, bóle i nudności
    Inka umiała złagodzić
    zwykły dzień sobą osłodzić.

    Inka będzie już na zawsze
    stać w naszej kuchennej szafce.
    no bo z dzieckiem się kojarzy
    a już drugie nam się marzy :)

    afra@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  125. Gdy byłam dzieckiem moja mam przygotowywała Inkę na specjalne okazje takie jak urodziny czy święta. Zasiadałam wtedy przy stole i naśladowałam rodziców. Wyobrażałam sobie, że jestem taka jak oni - dorosła. Mogłam delektować sie magicznym płynem i cudownym aromatem. Czułam się niezwykle wyjątkowo. Do dziś pamiętam smak Inki w połączeniu z tortem urodzinowym. Mmm, to było pyszne połączenie. Po wielu latach wróciłam do tego napoju z uwagi na właściwości zdrowotne. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że smak nic się nie zmienił i nadal mnie zachwyca.

    Pozdrawiam, Monika
    monic.pr@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  126. Inka to smak dzieciństwa, które po trochu trwa do dziś. Ilekroć otwieram drzwi do domu rodzinego zapach Inki zaprasza mnie do kuchni, gdzie przy stole siedzi ukochana babcia rozwiązująca krzyżówki z filiżanką przepysznej i aromatycznej Inki :)

    Pozdrawiam Andzia :)
    conwor@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  127. Inka, to po pierwsze smak dzieciństwa - tu nie będę oryginalna. Pewnie przy okazji tego konkursu przeczytasz to zdanie jakieś 150 razy ;)
    Ale dzieciństwo minęło bezpowrotnie, po podwieczorkach w przedszkolu pozostało mgliste wspomnienie, a i smak się zmienił. Mała czarna i bardzo mocna około południa, to przez wiele lat był mój rytuał, chwila oderwania się od pracy. Był... no właśnie.
    Kilka miesięcy temu zostałam poniekąd zmuszona do ponownego sięgnięcia po Inkę, i to z zupełnie innego powodu. Kontrolna wizyta u lekarza nie wskazywała, że moja kumpela "mała czarna" będzie musiała odejść na emeryturę... "ma pani wrzody" dla mnie, miłośniczki kawy zabrzmiało jak wyrok... Byłam zdruzgotana, czułam jak ziemia usuwa mi się spod nóg! I co teraz? Pierwsza myśl "nigdy więcej kawy?"
    Wracając do domu od niechcenia zajrzałam do sklepu "chociaż sobie popatrzę" pomyślałam. Idąc do kasy mignęło mi kolorowe opakowanie znane sprzed lat... "a co mi tam, wezmę". No i wzięłam! Okazało się, że spienione mleko i posypka z cynamonem może zdziałać cuda i ze zwykłej zbożówki zrobić prawdziwą "latte" niczym w kawiarni! Dziś delektuję się Inką razem z mężem, który także pokochał na nowo jej smak!
    Niech żyje Inka!

    pozdrawiam serdecznie
    justyna.m@op.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście Justyna - jak w adresie e-mail :)

      Usuń
  128. Kawa Inka to dla mnie magiczna nic, ktora laczy pokolenia, a wspomnienia zwiazane z ta kawa, to podroz po moim swiecie, ktorego juz czesciowo nie ma. Niczym obrazki w kalejdoskopie przesuwaja mi sie przed oczami obrazy prababci z piekna zdobiona rozyczkami filizanka, w ktorej codziennie o 9 rano pila wlasnie Inke, zawsze w fotelu otulona bezowym kocem, pamietam Jej coraz bardziej drzace rece przytrzymujace malutkie uszko pieknej filizanki i ten wowczas magiczny dla mnie zapach, ktory unosil sie w pokoju... Kolejny slajd, to ta sama filizanka, ale juz w rekach mojej Babci, na tym samym fotelu... pamietam owczesne opakowanie Inki - male, kwadratowe pudeleczku, ktore dla mnie uosabialo tajemnice, i ten zapach, ktory niezmiennie unosil sie o poranku w pokoju... Obraz trzeci, to znowu ta sama filizanka, ten sam zapach i moja Mama w tym samym fotelu, a wiele lat pozniej ja sama w fotelu obok Mamy, tym razem juz ze swoja wlasna filizanka i... tajemniczym lokatorem w brzuchu;) Inka to dla mnie czesc historii mojej rodziny, to sila tradycji, moc wspomnien, wiele wzruszen i nieodlaczna filizanka - one obie sa w mojej rodzinie od pokolen...

    OdpowiedzUsuń
  129. Smak Inki poznałam dawno temu. Filiżanką takiej właśnie kawy poczęstowała mnie koleżanka i od tego momentu zagościła u mnie na stałe. Nie mogę pić kawy ani mleka, dlatego tę prawdziwą zastępuję właśnie Inką. Jest przepyszna, zdrowa, każdy ją może pić bez względu na wiek i porę dnia. Ja bym nawet powiedziała, że Inka jest nawet lepsza od tej prawdziwej kawy.
    Moja historia z kawą Inką w roli głównej: Kiedyś moja siostra wróciła późno z pracy, a w domu czekała na nią jeszcze papierkowa praca. Mimo późnej pory dnia i jej problemów żołądkowych poprosiła mnie żebym zrobiła jej kawę. Już sięgałam po opakowanie aromatycznej kawy, gdy wpadłam na świetny pomysł. Prawdziwą kawę postanowiłam zastąpić właśnie Inką. Wsypałam dwie kopiate łyżeczki do filiżanki, zalałam i zaniosłam siostrze do pokoju - że niby niosę rozpuszczalną. Pięknie uformowana pianka kawy Inki nie zdradziła mojego kłamstewka. Kawa siostrze bardzo smakowała, a ja nic nie mówiąc byłam dumna ze swojego pomysłu. O swoim podstępie powiedziałam jej dopiero na drugi dzień, ponieważ tamtego dnia nie chciałam jej burzyć myśli, bo przecież "prawdziwa" kawa pobudzała ją do pracy ;D A mówią: jak człowieka głowa boli to i cukierkiem można wyleczyć...
    Teraz gdy pijemy Inkę często wspominamy tę zabawną historię.

    Joanna
    jjoannaa@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  130. Cóż . Było to jakieś pół roku temu, gdy ze swoją ukochaną wyjechałem w podróż .
    Historia nie jest długa, lecz dla mnie wyjątkowa !
    Zjedliśmy właśnie z ukochaną obiad, udaliśmy się do pokoju. Tam przyrządziłem kawę "inkę".
    Wypiliśmy przy wspólnej rozmowie, planując jak będzie wyglądało nasze życie .
    Poprosiłem ukochaną by zrobiła kolejną kawę . Nie chciało jej się . A mój plan ?
    Nagle zadzwonił telefon - to mój najlepszy kumpel, pewnie dzwoni by dowiedzieć się, czy się "odważyłem".
    Poszedłem do łazienki, odebrałem ! Gdy zapytał czy się już oświadczyłem , odpowiedziałem " rankiem zabawiłem się z INKĄ, było cudownie".
    Wyszedłem z łazienki a ukochana uderzyła mnie swym kapciem i rzekła że nie che mnie znać.
    Nie wiedziałem o co chodzi. Jako, że mam naturę iż nigdy nie odpuszczam , dotąd nalegałem aż mi wyjaśniła .
    Rano poszłem po bułki . Ona usłyszała tą część rozmowy, że zabawiłem się z Inką, lecz zrozumiała, że zabawiłem się z "HALINKĄ", no i sami wiecie co sobie pomyślała.
    Ciężko było się z tego wyplątać, lecz przyniosłem jej opakowanie Inki. "Czy Ty do reszty zgłupiałeś? My sie kłócimy a ty kawę mi podajesz? - zapytała z oburzeniem i łzami w oczach . Poprosiłem by spojrzała do środka ... Zamurowało ją . W środku był pierścionek zaręczynowy i karteczka "wyjdziesz za mnie?". Zgodziła się ! I oboje tych zaręczyn nie zapomnimy do końca życia ! A INKĘ ? Pijemy co dzień, i przydałby się nam jej zapas. Pozdrawiam Tomasz, wwiissnia@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  131. Jestem stara. Taka stara, że pamiętam jeszcze czasy,
    w których INKA oznaczała w Polsce nie lada frykasy.
    W PRL - ojczyźnie dziwnych wynalazków taka kawa
    mogła się cudem prawdziwym wprost ze Skawiny wydawać.

    A dla mnie - dziecka, co miało latek nieco ponad dziesięć -
    jej pierwsza wizyta w domu była (wieść rodzinna niesie)
    wydarzeniem epokowym. Przecież KAWA była tabu!!!
    Była tylko dla dorosłych, co kochają ją na zabój...

    I nagle - pamiętam do dziś - w naszej wiejskiej chatce małej
    pojawia się dziwna puszka. A w niej - cudo doskonałe!
    I dopiero w imieniny mamine - rzecz w domu święta -
    doznałam tego zaszczytu. W GRONO DOROSŁYCH PRZYJĘTA!

    Postawiono mi przed nosem kubek parujący jeszcze...
    Pamiętam, do dziś pamiętam, że z wrażenia miałam dreszcze!
    Pierwszy łyk i zaskoczenie - delikatny smak, aromat
    lekko prażony... do dzisiaj w sercu nikt go nie pokonał!

    Podpijałam czasem wcześniej kawy rodziców po łyku,
    ale była wręcz paskudna, paliła kwaskiem w przełyku,
    a INKA - ach, jak dorosła, dumna i dystyngowana
    czułam się, pijąc ją wtedy... Jak się ze mnie śmiała mama... :)

    I wiecie co? Tak do dzisiaj, gdy czuję INKI aromat,
    powraca we mnie uczucie, że zostałam wyróżniona,
    że ta chwila, kiedy wargi zanurzam w gorącej cieczy,
    to jest moment wyjątkowy. Żaden kawosz nie zaprzeczy! :) <3

    Ten sam rytuał poznały zresztą później moje dzieci
    i tak kolejna dekada w INKI towarzystwie leci,
    a ja wciąż kocham się rano lub popołudniu napawać
    każdym jej łykiem... Cudowna jest moja INKOWA kawa! :)

    Mirka
    wawrzyniakmirka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  132. Kawa Inka to dla mnie wspomnienie z dzieciństwa. Jedno z tych, których smak lubię do dziś. Jako dziecko taką kawę piłam z... garnka :D tak - garnka! Bo była nas czwórka i codziennie rano Mama zaparzała cały garnek Inki, trochę posłodziła i gdy budziła nas na śniadanie każdy dostawał kubek ciepłego, kawowego napoju do śniadania przed wyjściem do szkoły :) no.. może nie codziennie, bo czasem było to po prostu kakao :) ale wiadomo, że nawet czwórka dzieci + dwoje dorosłych całego garnka kawy nie wypije ;) tak więc stał sobie ten garnek na szafce i po powrocie ze szkoły kto miał ochotę mógł sobie znów nalać, bo Inka smakuje nie tylko gorąca, ale też zimna! Największą popularnością oczywiście cieszyła się latem, gdy człowiek zziajany od zabaw na podwórku wbiegał ile sił, by zaspokoić pragnienie i znów pobiec kopać piłkę czy grać w nią w siatkę (przez płot;)).
    Inka po prostu była u nas zawsze i jest do dziś! Uwielbiam :)
    P.s. jest i śmieszna historia z tym związana ;) kiedyś jeden facet ze wsi robił coś u nas z Tatą. Wiecie - taki delikatnie mówiąc niekoniecznie zadbany, przyszedł zarobić, bo na co dzień ma "siny nos" (wiadomo o czym mowa;)). I wszedł do domu mówiąc, że czegoś by się napił... zapewne miał na myśli jakieś zimne piwo, ale Mama powiedziała, że tam stoi garnek z kawą to niech sobie weźmie kubek i naleje. A on zamiast nalać zaczął pić z całego gara! Zawartości połowa, wypił trochę i odstawił, a my musieliśmy resztę wylać, bo hmmm... nikt by już tego nie tknął ;) do dziś wspominamy to ze śmiechem :)
    Aneta
    kolorowyprzepisownik@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  133. Kawe Inkę popijałam będąc w ciąży i gdy tylko łyk zrobiłam to tym synka budziłam i kopał i wiercił się na wszystkie strony do póki nie wypiłam kubek kawy ulubionej od tego czasu do dnia pewnego minelo nam z Inką 3 miesiące aż ranka pewnego jakże słonecznego robiłam sobie kawkę aby obudzić synka mego i nagle mi woda spomiędzy nóg poleciała nadeszła ta godzina do szpitala pojechałam i po kilkunastu godzinach męczarni urodziłam synka mojego A gdy już byłam na sali dostałam kawkę Inkę do wypicia Iwona iwoneczka12345@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  134. kawa inka to symbol starej sprawdzonej marki...produkt ceniony przez wszystkich ,którzy dbają o zdrowie i byle czego nie tkną.ja i moja rodzina pijemy ją oczywiście -moim dzieciom wprowadziłam ją bardzo wcześnie....mój synek,który już umie mówić często prosi sam z siebie-cyt "mamo zrób mi inkę":)
    kojarzy mi się z moim dzieciństwem,moją kochaną babcią,która już nie żyje a która była wspaniała dla mnie...za którą tęsknię.kawa inka kojarzy mi się z chwilą przyjemności-smaczny zdrowy napój ,przy którym mam chwilę wytchnienia i zadumy....picie kawy zbożowej to cenna chwila pod każdym względem.

    OdpowiedzUsuń
  135. dodaję mój adres email bo zapomniałam dodać yeskasia@gmail.com

    ps moja babcia właśnie w skawinie mieszkała,tam fabrykA KAWY ZBOŻOWEJ :)TAM W SKAWINIE U BABCI SPĘDZIŁAM NAJMILSZE DNI MEGO DZIECIŃSTWA TO BYŁO PONAD 30 LAT TEMU....I INKĘ WŁĄŚNIE PAMIĘTAM Z TAMTYCH LAT A KONTYNUUJĘ TRADYCJĘ JEJ PICIA :) POZDRAWIAM kASIA

    OdpowiedzUsuń
  136. Pamiętam jak dziś... Ja i moja najlepsza przyjaciółka planowałyśmy 'dorosłe' spotkanie. Miałyśmy może po 12 lat i bardzo chciałyśmy zorganizować babskie ploteczki, takie jak organizowała jej starsza siostra. Umawiałyśmy się długo i planowałyśmy każdy szczegół. Pamiętam jak na sam koniec moja przyjaciółka powiedziała: "Będzie ciacho i Inka. Będziemy malować paznokcie i plotkować. Już nie mogę doczekać się jutra!". Ja tez nie mogłam i z podekscytowaniem czekałam na jutrzejszy dzień. Punktualnie zjawiłam się pod jej domem. Było wszystko tak jak sobie wymarzyłam. Jadłyśmy ciastka, śmiałyśmy się i mama przyjaciółki przyniosła nam naszą pierwszą kawę. Tylko ja wiecznie na coś czekałam, czekałam i czekałam. W końcu koleżanka się zapytała co mi się nie podoba, że tak cały czas patrzę na drzwi, a ja jej na to: "Bo mówiłaś, że przyjdzie jeszcze Inka". Od tamtej pory wszyscy mówili do mnie Inka :)

    Pozdrawiam:
    Katarzyna Balbierz
    kasialewandowska@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  137. Życie z Inką

    Gdy na świat przychodziłam
    po raz pierwszy Inkę zobaczyłam.
    Gdy pierwsze kroki stawiałam
    rodziców z Inką podziwiałam.
    Gdy do szkoły już chodziłam
    na śniadanie Inkę piłam.
    Gdy na imprezy chodzić zaczęłam
    do torebki Inkę wzięłam.
    Gdy urodziny miałam
    Inkę w prezencie dostałam
    Gdy na randce z chłopakiem byłam
    Inkę sobie zamówiłam.
    Gdy na studia się wybierałam
    jako „wałówkę” Inkę dostałam
    Gdy w akademiku impreza się odbywała
    koleżanka wszystkich Inką częstowała.
    Gdy mi chłopak składał oświadczenie
    Inką świętowaliśmy to zdarzenie.
    Gdy do ślubu szłam w stresie
    mama mówiła-tata Inkę Ci przyniesie.
    Gdy w końcu swoje dziecię rodziłam
    wydarzenie to Inką uczciłam.

    Tak i oto przez życie moje
    z Inką idziemy we dwoje.
    Bo Inka to najlepsza kawa na świecie
    jeśli jeszcze tego nie wiecie.
    To zapamiętajcie pewne przesłanie
    które dla Was pozostawię.
    „Czy to duża czy to mała
    Inka zawsze jest wspaniała.
    I pamiętaj Siostro, Bracie,
    Inka zawsze jest w klimacie”.

    Pozdrawiam
    Anna Tokarz
    tokarzanka15@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  138. Inka - mój ulubiony napój (zamiennik kawy) w czasie całej mojej ciąży. Stwierdzam, że był to świetny wybór, takie oczyszczenie się, odpoczynek od kawy, którą piłam litrami. Inka jest delikatniejsza w smaku, przede wszystkim zdrowa, można ją pić o każdej porze. Piję ją do teraz :)

    OdpowiedzUsuń
  139. Mój adres domisiadomisia.1984@o2.pl :-)

    OdpowiedzUsuń
  140. u nas inka wkradła się niespodziewanie. zaszłam w ciążę i musiałam odstawić tradycyjna kawę. Mąż powiedział że znalazł niemiecki specyfik dla kobiet w ciąży imitujący kawę. Fakt puszka była zagraniczna napisy niepolskie a w środku coś na wzór rozpuszczalnej kawy piankowej. Mama chciała mi kupić inkę ale ja prawdę mówiąc wyśmiałam ją mówiąc że to dobre dla dzieci i ze nie bedę tego pić bo mam super niemiecką kawkę od męża. po porodzie okazało się że była to inka przesypywana do puszki po starej niemieckiej kawie hahah a ja cieszyłam się żę mąż mi ją sprowadza. od dzis na stałe gości w moim domu.

    OdpowiedzUsuń
  141. Z INKĄ mam historię małą chociaż bardzo roześmianą.
    Raz z samego ranka wstaję, patrze co na sniadanie mi mama podaje.
    Zaparzyła Kawe INKA, a mi się usmiechła minka.
    Zawsze rankiem ją popijam, i mi dzień wspaniale mija.
    Żeby więc dzień miło zacząć przy filiżance INKI musisz zasiąść.

    Kamil, kamilo0230@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  142. Inka to bardzo dobry produkt, dlaczego? Powodów jest wiele, smak, aromat itd. Jednak moim zdaniem najważniejszy powód potwierdzający moją tezę, to że INKA ŁĄCZY POKOLENIA. I nie chodzi tu tylko o to, że jak pojawiła się w 1971 roku to piła ją moja babcia, piła ją moja mama jak była mała i pije ją ja. Tylko też o to, że można ją pić bez ograniczenia wiekowego, teoretycznie zwykłą kawę też mogą pić dzieci, ale rodzice zazwyczaj tego zabraniają. U mnie w domu zawsze kawa Inka była takim "łącznikiem" z dorosłością.
    Rodzice piją kawę. Ja jako 8-latek pytałem.
    -Mamo... mogę się też napić kawy?
    -Nie, tylko jak dorośniesz
    Tak było przed pojawieniem się Inki w moim domu. Potem to wyglądało tak.
    -Mamo mogę się też kawy napić?
    -Jasne, jest przepyszna Inka, też chcesz z mlekiem jak my?
    I to było coś niesamowitego, mogłem napić się kawy zupełnie legalnie :)
    Także myślę, że śmiało hasłem reklamowym tej kawy może być.
    "Inka- łączy pokolenia". Pozdrawiam

    Kuba Dąbrowski
    kuba6111@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
  143. Wiadomo, Inka klasą sama w sobie, dobra w swej naturze. Jest jednak coś co w połączeniu z nią tworzy kompozycję smaku, której nie poznały nawet kuchenne rewolucje Magdy Gessler. Bez kawy zbożowej jest to jedynie jak Paryż bez Wieży Eiffla, Rio bez Copacabany i każde polskie miasto bez Biedronki - nijakie i jałowe. Pytasz ulubiona słodka przekąska? Nie usłyszysz żadnych fajerwerków a.. herbatnik moczony w Ince. Pytasz smaki dzieciństwa? Usłyszysz herbatnik moczony w kawie zbożowej. Niby nic, jakby głupi żart, a jednak. Herbatnik moczony w kawie zbożowej zalanej prawdziwym, wiejskim mlekiem prosto od krasulki, a nie barwioną wodą 3.2%. I tak do dziś! A z każdym łykiem wspomnienia, sentymenty..

    Pozdrawiam
    Krzysiek
    kdgdynia@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  144. Gdy chodziłam do przedszkola, a mój o kilka lat starszy brat do podstawówki, mama codziennie przed szkołą robiła nam kawę inkę, bo na śniadania nawet nie chcieliśmy patrzeć. Pewnego ranka mój brat się jednak zbuntował, twierdząc, że nienawidzi kawy zbożowej i więcej tego nie wypije. No cóż, pomyślałam, to starszy brat, musi mieć rację, więc zawtórowałam mu. Zrezygnowana mama uległa i już od następnego dnia piliśmy herbatę. Brat się cieszył, ja nie. Po kilku herbacianych dniach zadałam jednak mamie ważne pytanie, a brzmiało ono mniej więcej tak:

    - Czy ja jednak mogę nie nienawidzić kawy inki, nawet jeśli Marcin nienawidzi?

    Wyobraźcie sobie - mogłam jej nie nienawidzić, mama się zgodziła! :) I od tamtej pory piłam przed szkołą inkę, mierzona nienawistnym spojrzeniem brata :D

    Zaproponuję też króciutki przepis na kawę inkę - do zalanej mlekiem kawy warto dodać rozpuszczone cukierki krówki. Pychota! :)

    Pozdrawiam,
    Paulina
    paulina.st91@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  145. CofnijMy się w czasie....dzieciństwo wakacje u babci na wsi. Poranek babcia robi sniadanko.. i czuje ten zapach....zapach Inki unoszący się w całym domu. Babcia czeka ze śniadaniem -świeża buleczka, świeże maselko i kawa....kawa Inka z mlekiem....pijesz pijesz i delektujesz się nią. .i koniec. Skończyła się nawet nie wiesz kiedy, ale babcia przygotowana....podaje kolejna....
    Teraz mam 26 lat i za każdym razem kiedy jadę do babci w odwiedziny ma już przygotowana Inke ta sama co 20 lat temu...nie pije kawy, nie lubię dla mnie codziennym power'em na początek dnia jest Inka.


    Pozdrawiam
    KAMILA RADOMSKA
    Krirk89@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  146. Moje wspomnienie z kawą Inką to w ogóle jedno z pierwszych wspomnień z dzieciństwa... Pamiętam ją z przedszkola - podawana była do śniadania. Niestety kawa nie zapisała się w mojej pamięci dobrze, bo w ogóle mi nie smakowała, a że na nic innego do picia liczyć nie mogłam, to jadłam śniadanie "na sucho" :( Na szczęście traumy nie mam i dziś już zupełnie inaczej odbieram ten smak! :):)

    Monika Rudnicka
    mmrudnicka@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  147. Zbożowa Inka kojarzy mi się z okresem dzieciństwa, z rodziną. Z czasem beztroski, radości. Szczególnie ze Świętami Bożego Narodzenia podczas których u Babci i Dziadka spotykała się cała rodzina. Mieszkanie było pełne ludzi, wokół unosił się zapach potraw wigilijnych, których zawsze musiało być 12. W kuchni stała kuchnia węglowa, obudowana kaflami. Na niej Babcia przechowywała przyprawy i suszone grzyby w opakowaniach po Ince. Jej zapach unosił się wśród Wigilijnych dań gdyż Babcią ją uwielbiała.
    W pokoju stała duża choinka na której oprócz bombek w kształcie bałwanów, łabędzi wisiały cukierki. Razem z kuzynami zjadaliśmy je a papierki zawijaliśmy aby dorośli się nie zorientowali. Największa radość była gdy któryś z nich zdjął cukierka z choinki a tam pusty papierek. Pod drzewkiem zawsze było mnóstwo prezentów. Zgodnie z tradycją mogliśmy je otworzyć dopiero po kolacji. Z tym również związany był pewien zwyczaj - prezenty wręczało najstarsze dziecko w rodzinie - czyli ja. Czułam się wtedy niezwykle ważna. Do stołu zasiadało 20 osób. Zawsze czekaliśmy na pojawienie się pierwszej gwiazdki. Po kolacji, rozpakowaniu prezentów zasiadaliśmy do wspólnego kolędowania.
    Dzisiaj takie chwile są już tylko wspomnieniami - większość rodziny wyjechała za granicę. Kiedy parzę Inkę i siadam na kanapie z gorącym kubkiem wspominam takie chwile. To właśnie Babcia zaraziła mnie miłością do zbożowej Inki. Nigdy nie widziałam aby piła inną kawę. Nauczyła mnie również wielu innych rzeczy - szczególnie doceniać każdą chwilę. Nigdy nie wiemy ile ich nam jeszcze zostało.

    Ania,
    a.gawlowska@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  148. Moje wspomnienie z Inką przez wiele lat nie należało do miłych. Kiedy byłem małym chłopcem, a dokładnie miałem wtedy 5 lat, większość czasu spędzałem z dziadkiem. Starszy brat chodził już do szkoły, rodzice byli w pracy a moim najlepszym kolegą do zabaw i opiekunem był dziadek. Pod nieobecność rodziców, mogłem robić to, co dziadek uznał za stosowne, czyli praktycznie wszystko. Szczególnie przypadło mi do gustu wspólne picie kawy z nim. Była to mocna sypana kawa, słodzona dwiema czubatymi łyżeczkami cukru i pita w szklance bez ucha włożonej do metalowego lub plastikowego uchwytu do szklanek. Pierwszą połowę wypijałem ja, drugą zostawiałem dla dziadka. To była zwykła, prawdopodobnie jedna z tańszych kaw, ale jej smak jest dla mnie niezapomniany i dużo lepszy niż kopi luwak. Dziadek nie widział w tym naszym codziennym rytuale nic złego, było to dla niego nawet zabawne, że taki maluch lubi taką mocną kawę i ze smakiem wypija połowę szklanki. Wszystko do czasu, gdy dowiedziała się o tym mama. Do dziś nie wiem od kogo. I wtedy postanowiła kupić kawę Inkę i oduczyć mnie picia zwykłej kawy. Niestety nie posmakowała mi ona i przestałem pić kawę całkowicie, zarówno zwykłą parzoną jaki i zbożową. Przez długie lata nie piłem w ogóle kawy. Teraz mam prawie 30 lat i piję jedynie kawę zbożową – Inkę, ale do niej przekonałem się dopiero dwa lata temu.

    Paweł

    kwiatr@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  149. Witajcie! Jak zobaczyłam Inkę, to od razu się uśmiechnęłam:):), bo miłe wspomnienia wróciły jak bumerang. W latach 80-90 kiedy moje dzieci miały po kilka, kilkanaście lat...i w sklepach pojawiła się Inka, był to produkt jak z Pewexu;)....wtedy to wszystkie dzieciaki piły Inkę....a "moim" podawałam ją podczas Wieczorynki. Wielkie bloki z żelbetonu, trzepaki, place zabaw z metalowymi huśtawkami i ...po kilka mam w oknach wołających swoje pociechy:) ...wołałam też i ja. Pewnego wieczoru zapomniałam zawołać córkę i syna a zrobiona wcześniej Inka z mlekiem już całkiem była chłodna...chciałam powiedzieć dzieciakom, że Inka już na stole i zawołałam: Anetaaaa Maaaaarciiin Inkaaaa i wszystkie dzieciaki podniosły uczy ku górze. Nastała chwila konsternacji i jedna z dziewczynek zawołała .....ale Inki tutaj nie ma!....Ha ha ha - wybuchnęłam śmiechem ....a oni patrzyli na mnie jak na "matkę-wariatkę";) Teraz gdy widzę Inkę...zawsze widzę minę tej dziewczynki z podwórka:):):) A Inkę teraz to lubią już moje wnuki! Szkoda tylko, że wieczorynek już nie ma :( Zofia mail: sofija52@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  150. Witam moja historia jest szybka i krótka
    Nigdy nie lubiłam w dzieciństwie kawy inki a teraz będąc osobą dorosłą i matką piję kawę ze swoimi dzieciakami i zastanawiam się co ja nie lubiłam w tej kawie w dziecinstwie ale na szczęście moje dzieci nie mają tego problemu ;)
    andzia.andzia1@poczta.fm

    OdpowiedzUsuń

Podobne przepisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...